Show must go on

Podobnie jak ćwierćfinałowy pojedynek z Energą Czarnymi, również dzisiejszy mecz nie przysporzył widzom zbyt wielu emocji. Sopocianie obnażyli wszelkie słabości Turowa Zgorzelec i zasłużenie awansowali do finału Pucharu Polski, gdzie zmierzą się z gospodarzem imprezy, Zastalem Zielona Góra. Trener Muiznieks świetnie przygotował swój zespół do pojedynku z vice-mistrzem Polski, baczną uwagę poświęcając Johnowi Edwardsowi, który w niedawnym spotkaniu tych dwóch drużyn zdobył aż 22 pkt. Dzisiaj już nie był tak skuteczny, ponieważ wysocy zawodnicy Trefla umiejętnie odcinali go od podań. Pozbawieni swojej niezwykle istotnej opcji podkoszowej zgorzelczanie przez większość czasu nie mieli pomysłu na rozgrywanie akcji ofensywnych swojego zespołu. Indywidualne akcje Kickerta i Jacksona, spora ilość strat, słaba postawa rozgrywającego Moore’a – to wszystko cechowało grę Turowa w pierwszych 20 minutach. Sopocianie natomiast, poza pierwszymi minutami pierwszej kwarty, kiedy to mieli problem ze sforsowaniem zgorzeleckiej obrony – grali niezwykle konsekwentnie. Po profesorsku grał, jak zwykle zresztą, Łukasz Koszarek (10 pkt., 7 zb i 8 as w meczu), nie do zatrzymania był również Filip Dylewicz, z którym nie mógł sobie poradzić Konrad Wysocki. Sopocianie grali zespołowo, co przy zbyt nerwowej grze koszykarzy ze Zgorzelca stanowiło olbrzymią różnicę, co doskonale odzwierciedlał wynik.

Czytaj całość

Pole-position coraz bliżej!

Najwierniejsi sopoccy kibice mimo kilkustopniowego mrozu i uciążliwej nocnej podróży, zdecydowali się pojechać do Zgorzelca, by zobaczyć widowisko godne dwóch najlepszych drużyn PLK. I się nie zawiedli, gdyż obie drużyny zaprezentowały poziom daleko wykraczający poza realia naszej ligi, a w końcowym rozrachunku minimalnie lepsi (87-86) okazali się przyjezdni, których w obecnej sytuacji tylko kataklizm mógłby pozbawić 1 miejsca przed „szóstkami”. O ich sukcesie w głównej mierze zadecydował kwartet: Dylewicz-Waczyński-Koszarek-Turek, którzy najbardziej dali się we znaki zgorzelczanom.

Czytaj całość

Niespodzianki nie bylo

Po raz kolejny okazalo sie, ile znaczy dla sopocian Saulius Kuzminskas. Walke na tablicach wprawdzie wygrali zawodnicy Trefla, ale nie mialo to zadnego przelozenia na koncowy rezultat.

Pod koszem, bowiem rzadzil i dzielil Michael Wright, ktory zwlaszcza w pierwszej polowie byl glownym aktorem sobotniego widowiska. Samo spotkanie nie bylo ciekawym spektaklem. Juz na poczatku meczu uwidocznila sie przewaga gospodarzy, ktorzy szybko objeli kilkunastopunktowe prowadzenie. Glowna w tym zasluga Michaela Wrighta, ktory po raz kolejny potwierdzil swoje olbrzymie mozliwosci. Wright zasluzyl na tytul gracza meczu, w pierwszej polowie kompletnie nie potrafilismy go zatrzymac – przyznal po meczu Marcin Stefanski. Sopocianie wprawdzie nie rezygnowali i za sprawa wyjatkowo skutecznego Cliffa Hawkinsa zdolali odrobic czesc strat, ale Turow caly czas kontrolowal przebieg spotkania. W pozniejszych fragmentach gry sopocianie starali sie swoja uwage skupic na poczynaniach srodkowego gospodarzy, ale to tylko otworzylo droge do kosza obwodowym zawodnikom Turowa, wsrod ktorych brylowal zwlaszcza Justin Grey. Trzeba jednak przyznac, iz gospodarze wcale w tym meczu nie zachwycili. Niczym nie wyroznil sie Robert Witka, a TJ Thompson tylko potwierdzil, iz nie jest rozgrywajacym klasy Tyusa Edneya. W zupelnosci to jednak wystarczylo na slabych w tym meczu sopocian, wsrod ktorych wyroznili sie jedynie Hawkins i Kinnard. Najwiekszym problemem Trefla wydaje sie byc kreowanie gry. Hawkins nie najlepiej spisuje sie w ataku pozycyjnym, a decyzje podejmowane przez Iwo Kitzingera niezbyt pasuja do gry zespolowej. W zwiazku z tym mniej widoczni sa Gintaras Kadziulis i Pawel Malesa. Obaj maja dobrze opanowana sztuke rzutu z dystansu, ale gorzej sie spisuja w grze z pilka. Ich statystyki zapewne bylyby o wiele lepsze, gdyby mieli u boku prawdziwego rozgrywajacego. Niestety, ani Hawkins, ani Kitzinger nie spelniaja tej roli, co wyraznie odbija sie na ostatnich wynikach sopockiej druzyny.

Porazki w Zgorzelcu mozna sie bylo spodziewac, jednak sopocianie na tym trudnym terenie przegrali roznica wyzsza niz 12 pkt, a tym stosunkiem pokonali zgorzelczan w trzeciej kolejce. Sezon jest jednak dlugi i zawodnicy Trefla jeszcze nie powiedzieli ostatniego slowa. Kluczowe jednak beda spotkania z druzynami bezposrednio sasiadujacymi w tabeli, czyli Polpharma Starogard, AZS-em Koszalin i Zniczem Jaroslaw. Niestety do wszystkich tych spotkan sopocka druzyna przystapi w roli gosci, co w korzystniejszym swietle stawia gospodarzy. Poki co sopocianie myslami sa przy najblizszym meczu derbowym z Asseco Prokomem Gdynia. Inny wynik niz pewne zwyciestwo Mistrzow Polski bedzie uznany za spora sensacje. Zauwazyc jednak trzeba, iz derby rzadza sie swoimi prawami a do gry wraca kontuzjowany Kuzminskas.

Niespodziewana zmiana miejsc

Tego sie nikt nie spodziewal. Slusznie uwazani za faworyta tego spotkania, zgorzelczanie zbyt luzno podeszli do meczu z Treflem Sopot i poniesli porazke. Dodajmy do tego, w pelni zasluzona, bowiem sopocianie od pierwszego gwizdka spotkania byli niezwykle zmobilizowani i pelni wiary w koncowy sukces, mimo widocznego oslabienia brakiem kontuzjowanego Marcina Stefanskiego. Bohaterem meczu okazal sie, byly zawodnik Turowa, Iwo Kitzinger, ktory niewiele sobie robil z defensywy gosci, konczac spotkanie z dorobkiem 26 punktow, 3 asyst i 5 przechwytow.

Juz pierwsze minuty meczu wskazywaly na to, iz vice-mistrzom Polski nie bedzie tego dnia latwo o koncowy sukces. Wprawdzie dobrze pod koszami radzil sobie Michael Wright, ktory wykorzystujac swoja szybkosc i atletycznosc mijal srodkowego sopocian, Sauliusa Kuzminskasa, ale gospodarze nie zamierzali byc dluzni. Swietnie gral wspomniany Kitzinger, ktory juz w pierwszej kwarcie rzucil 8 punktow, a poniewaz swoje dorzucil Kuzminskas, gospodarze pierwsza czesc meczu skonczyli z 3-punktowym prowadzeniem. Gospodarze, grajac na maksymalnej mobilizacji, szczelnie kryli strefe podkoszowa, czego efektem byla slabsza niz oczekiwano, postawa Roberta Witki.

Druga kwarta to okres lepszej gry koszykarzy Turowa. Do swietnej postawy pod oboma koszami Michaela Wrighta, dolaczyl skutecznymi penetracjami, Justin Gray, i to wlasnie wspomniana dwojka szybko wyprowadzila podopiecznych trenera Obradovicia na szesciopunktowe prowadzenie. Gospodarze jednak nie zamierzali odpuscic. Sygnal do walki sprytnym zagraniem dal znow Kitzinger, po ktorym wlaczyli sie w zdobycz punktowa rowniez Kinnard, Kadziulis i Kuzminskas. Ostatecznie Trefl po pierwszej polowie minimalnie przegrywal z finalistom ubieglorocznych rozgrywek PLK 36:39. W tej czesci meczu slabo z dystansu rzucali Kinnard i Malesa, co mialo wplyw na wynik spotkania.

Amerykanin w pierwszej polowie nie imponowal, za to w drugiej czesci zdecydowanie sie wyroznil. Swietna obrona przeciwko legendzie polskiej koszykowki, Adamowi Wojcikowi oraz liczne zbiorki na wlasnej tablicy, spowodowaly, iz trener Turowa Sasa Obradovic z minuty na minute zaczal coraz bardziej nerwowo spogladac na tablice wynikow. Trefl, niesiony dopingiem wlasnej publicznosci zdolal odzyskac prowadzenie, ktore jak sie pozniej okazalo utrzymal do koncowej syreny spotkania. Niebagatelny wplyw w ten fakt mial oczywiscie Iwo Kitiznger, z ktorym zupelnie nie mogl sobie poradzic kryjacy go Gray. Natomiast po drugiej stronie kosza Kinnard, Kowalczuk i Kuzminskas calkowicie wylaczyli z gry Adama Wojcika i mocno ograniczyli poczynania Michaela Wrighta. Efektem tego bylo trzypunktowe prowadzenie sopocian po trzech kwartach, ktore mogloby byc jeszcze wyzsze, gdyby nie nieoczekiwana slabosc Kitzingera na linii rzutow wolnych. Nie zmacilo to jednak radosci sopockich kibicow, ktorzy z wiara, oczekiwali ostatniej czesci tego spotkania.

A ta praktycznie od samego poczatku przebiegala pod dyktando Trefla. Trener Muiznieks, pomimo ograniczonego pola manewru tak rotowal skladem, zeby zawodnicy nie stracili sil w decydujacych fragmentach meczu. Ta taktyka zamysl sie powiodla, bowiem Ratajczak dal dobra zmiane Kuzminskasowi i wespol z Kowalczukiem i Kinnardem, decydowal o obliczu sopockiej defensywy. Jesli dodamy do tego niezla postawe Cliffa Hawkinsa, ktory znalazl wlasciwy sposob na takiego rozgrywajacego, jak Willie Deane, nie dziwi fakt, iz vice-mistrzowie Polski z czasem zaczeli byc coraz bardziej bezradni. Trener Obradovic, widzac co sie dzieje pod koszem, probowal rozlozyc ciezar gry na rzuty z dystansu, a w obronie zastosowac pressing. Wszystkie te plany jednak okazaly sie nieskuteczne. Rzuty z dystansu gosci byly nieskuteczne a pilka padala lupem zawodnikow Trefla po defensywnych zbiorkach. Trener Muiznieks, odciazajac rozgrywajacych od wyprowadzania pilki z wlasnej polowy, sforsowal broniaca na calym boisku defensywe Turowa. Czare goryczy przyjezdnych przelaly skuteczne trafienia z dystansu Kitzingera i Kadziulisa, dzieki ktorym sopocianie kontrolowali przebieg spotkania do ostatniego gwizdka sedziego.

Tym meczem gospodarze pokazali wszystkim, iz nie tylko bedzie trudno z nimi wygrac we wlasnej hali, ale rowniez przy odrobinie szczescia beda chcieli liczyc sie w koncowym rozrachunku.

Powiedzieli po meczu:

Sasa Obradovic, trener Turowa Zgorzelec: Chcialbym pogratulowac naszemu dzisiejszemu przeciwnikowi, bowiem wyglada na to, iz Trefl bardziej chcial w tym meczu wygrac, a my z kolei nie bylismy na to przygotowani. Na pewno na nasza gre wplynela meczaca podroz, ale nie mozna tym tlumaczyc naszej porazki. Zabraklo po prostu lepszego przygotowania i skupienia. Trzeba zwrocic uwage na ilosc glupich strat, ktore popelnilismy. Kompletnie stracilismy w czwartej kwarcie kontrole nad gra i pozwolilismy Treflowi w latwy sposob wygrac ten mecz. Oczywiscie mamy jeszcze duzo czasu przed soba, musimy wrocic do siebie i grac coraz lepiej.

Karlis Muiznieks, trener Trefla Sopot: Przede wszystkim musze podziekowac moim graczom, ze gralismy twardo przez cale czterdziesci minut zarowno w ataku jak i w obronie. Oczywiscie popelnialismy bledy, bo Turow to bardzo dobry zespol, z bardzo dobrym trenerem. Mielismy problem z wysokimi graczami Turowa, ale zagralismy swietna czwarta kwarte, a Iwo Kitzinger zagral dzisiaj wyjatkowo dobrze.

Justin Grey, zawodnik Turowa Zgorzelec: Powinnismy przemyslec ten mecz, wyciagnac wnioski, zostawic go za soba i po prostu grac jak najlepiej. Jesli chodzi o przeciwnikow, to grali twardo, zdobywali punkty, wtedy, kiedy mysmy walczyli.

Iwo Kitzinger, zawodnik Trefla Sopot: Zagralismy odwrotnie niz przeciwko Anwilowi, zachowalismy zimna krew w koncowce i rozegralismy ja bardzo dobrze. Duzy szacunek dla naszych wysokich kolegow, na pozycjach cztery i piec. bo pomimo tego, ze mamy duzo nizszy sklad, przegralismy tylko nieznacznie zbiorke. W najwazniejszych momentach dobrze zastawialismy i zbieralismy pilki. Poza tym, tak jak mowilem, zimna krew zadecydowalo o zwyciestwie, popelnilismy osiem strat przy dziewietnastu stratach przeciwnika.