Ciezko jak przed laty

Przez lata sopocka hala byla prawdziwa jaskinia lwa. Zadnej polskiej druzynie nie gralo sie tam latwo, nawet „zielone koniczynki” z Aten potrzebowaly blysku geniuszu Diamantidisa, by odniesc zwyciestwo. Tylko, ze wczesniej w roli gospodarza wystepowala najlepsza polska druzyna ostatniej dekady. Dzisiaj sopockiego Trefla trudno zaliczyc do najwiekszych krezusow PLK, a pomimo tego hala przy ul. Goyki swoj status twierdzy zachowuje. W tym sezonie z Sopotu na tarczy wyjechaly juz druzyny ze Slupska, Zgorzelca, Stalowej Woli i Jaroslawia. We wczorajszy wieczor podobny los spotkal druzyne AZS-u Koszalin. Akademicy zagrali ambitnie, nie zlozyli broni nawet, gdy przegrywali juz roznica 19 pkt, ale w ostatecznym rozrachunku i oni musieli uznac wyzszosc rewelacyjnie spisujacych sie sopocian.

Poczatek pierwszej kwarty stal pod znakiem dobrej gry oslabionego choroba Marcina Stefanskiego, ktory nie mial problemow z mijaniem kryjacego go Diduszki. Goscie natomiast od pierwszego gwizdka mieli problem ze sforsowaniem twardej sopockiej defensywy, a pilka po ich niecelnych rzutach czesto trafiala w rece Sauliusa Kuzminskasa, a ten calkowicie zdominowal walke na tablicach. Wprawdzie po celnym trafieniu z dystansu Ticy, koszalinianie na moment objeli prowadzenie, ale pozniej ton wydarzeniom nadawala juz tylko druzyna sopocka. Swietna zmiane dal Gintaras Kadziulis, szybko zdobywajac 4 punkty. Gdy po ladnym odegraniu od Kinnarda, latwe punkty zdobyl Iwo Kitzinger, sopocianie prowadzili juz roznica 7 punktow. Co prawda pod koniec kwarty ladnym rzutem z poldystansu popisal sie Swanson, ale w niczym nie zmienilo to obrazu gry.

W drugiej czesci przebieg wydarzen nie ulegl zmianie. Goscie nadal grali slabo, a poza Vladimirem Tica zaden z koszalinskich zawodnikow nie mogl sobie poradzic z twardo grajacymi sopocianami. Calkowicie zagubiony byl Michael Kuebler, ktorego zupelnie wylaczyl z gry Kadziulis. Sopocianie rowniez nie imponowali w ataku, ale wskutek swietnej defensywy i wyjatkowej nieporadnosci koszalinian, pewnie prowadzili 39:29.

Przez pierwsze piec minut trzeciej odslony zgromadzona publicznosc byla swiadkiem gry, ktora stala na wyjatkowo niskim poziomie. Dosc powiedziec, iz w tym czasie sopocianie zdobyli zaledwie szesc punktow, natomiast gracze AZS-u zadnego! Sopocianie, wiec z kazda minuta potwierdzali, iz ich najwiekszym atutem jest swietnie zorganizowana defensywa. Pozwolila ona zawodnikom Trefla konsekwentnie budowac przewage, ktora po efektownej akcji Hawkinsa na koniec trzeciej kwarty siegnela nawet 17 punktow.

Gdy na poczatku czwartej kwarty celnym rzutem za trzy popisal sie dobrze grajacy Iwo Kitzinger, wydawalo sie, ze losy spotkania zostaly rozstrzygniete. Niestety, zastosowana przez trenera Muiznieksa ograniczona rotacja znalazla swoje konsekwencje. Sopocianie wyraznie opadli z sil, mnozyly sie straty i niecelne rzuty. W tym fragmencie Akademicy uwierzyli, iz nie wszystko jeszcze stracone. Ciezar gry na siebie z powodzeniem wzieli Dante Swanson i George Reese, co spowodowalo, iz przewaga Trefla malala w oczach. Kiedy po dwoch celnych rzutach osobistych w wykonaniu tego drugiego, AZS zblizyl sie na jeden punkt, spora grupka kibicow z Koszalina ponownie uwierzyla w koncowy sukces swoich ulubiencow. W tym momencie bardzo wazna trojke trafil Kinnard, dzieki czemu sopocianie ponownie odskoczyli na cztery punkty. Nie na dlugo jednak, poniewaz po stracie Hawkinsa, w nieprzemyslany sposob faulowal Kinnard, co sedziowie slusznie zakwalifikowali jako przewinienie niesportowe. Reese wytrzymal presje i zamienil rzuty osobiste na 2 punkty, po ktorych to na 1,33 minuty przed koncem trener Muiznieks poprosil o czas. Przynioslo to efekt, bowiem dwie kolejne akcje przyjezdnych nie przyniosly zdobyczy punktowej. Po drugiej stronie rzut z poldystansu Kuzminskasa okazal sie niecelny, ale kluczowa zbiorke ofensywna zanotowal Kinnard, ktorego goscie szybko faulowali. Amerykanin trafil tylko jeden rzut wolny, ale goscie z niewiadomych przyczyn zamiast rzucac z dystansu, woleli podac pilke pod kosz do Lukasza Diduszki. Ten sie co prawda nie pomylil, ale AZS nadal tracil jeden punkt do sopocian, ktorych juz sekundy dzielily od osmej wygranej w sezonie. Pilka z autu trafila do Kinnarda, ktorego goscie zmuszeni byli natychmiastowo faulowac. Ten tylko dopelnil formalnosci i tym samym przypieczetowal kolejne juz zwyciestwo Trefla w tegorocznych rozgrywkach.

Wczorajsze spotkanie, jak sie mozna bylo tego spodziewac, bogate bylo w emocje i nagle zwroty wydarzen. Koloryt wczorajszemu widowisku zapewnili rowniez kibice obydwu druzyn, ktorzy przez cale spotkanie aktywnie wspierali dopingiem swoje druzyny.

Ktos musial przegrac

Sobotnie spotkanie nie stalo wprawdzie na wysokim poziomie, za to dostarczylo zgromadzonym kibicom wielu emocji. Zmierzyly sie bowiem ze soba dwie druzyny, ktore w tym sezonie maja ambicje odegrac czolowe role w rozgrywkach PLK. Ostatecznie po dramatycznej koncowce lepsi okazali sie gospodarze, tym samym przerywajac passe pieciu kolejnych zwyciestw ekipy Znicza.

Juz od pierwszego gwizdka sedziego widac bylo, iz obaj trenerzy wlasciwie rozpracowali styl gry przeciwnika. Saulius Kuzminskas byl wiodaca postacia w zespole Trefla, ale trener Szczubial nakazujac maksymalne zageszczanie strefy podkoszowej, nie pozwolil mu na rozwiniecie skrzydel. W efekcie przewaga Trefla pod koszem nie byla tak wyrazna, jak sie mozna bylo tego spodziewac. O losach spotkania decydowali tym razem gracze obwodowi. Po stronie Znicza prym wiedli amerykanie, Keddrick Mays oraz Jeremy Chappel. Pierwszy z nich byl swietnie dysponowany w rzutach z dystansu, natomiast Chappel imponowal ladnymi penetracjami podkoszowymi. To wlasnie oni decydowali o obliczu gry Znicza.

Sopoccy koszykarze nie zamierzali jednak im ulatwiac zadania. Widoczne to bylo zwlaszcza w drugiej polowie spotkania, kiedy to agresywna obrona gospodarzy niemal na calym parkiecie, wymusila kilka strat przyjezdnych. Swietne zawody rozgrywal Cliff Hawkins, ktory imponowal nie tylko swietna gra w defensywie, ale wnosil rowniez wiele dobrego w ofensywna gre swojego zespolu. Swietna koncowke trzeciej kwarty mial rowniez Kadziulis, dzieki ktoremu sopocianie wychodzili na ostatnia czesc meczu z piecioma punktami zapasu.

Kiedy w czwartej kwarcie dobry fragment gry mial Iwo Kitiznger, wydawalo sie, ze nic nie jest w stanie odebrac sopocianom zwyciestwa. Nie ustrzegli sie jednak oni paru bledow, co spowodowalo, ze jaroslawscy koszykarze napedzani przez Chappela i Maysa zdolali jeszcze wrocic do gry, a po kolejnej trojce tego drugiego na tablicy wynikow widnial juz remis 64:64. Doszlo wiec do nerwowej koncowki, w ktorej to wiecej zimnej krwi zachowali sopocianie. Na 30 sekund przed koncem, pilke w rekach mieli koszykarze Znicza, jednak popelnili jakze brzemienny w skutkach blad 24 sekund, co skrzetnie wykorzystali gospodarze. Gintaras Kadziulis w odpowiednim momencie dostrzegl wychodzacego na czysta pozycje Cliffa Hawkinsa, a ten celnym trafieniem z poldystansu na poltorej sekundy przed koncowa syrena przesadzil o ostatecznym triumfie sopockich koszykarzy. Rzut rozpaczy w wykonaniu Maysa przez rece wysokiego Kuzminskasa nie doszedl celu.
Ostatnie dwa spotkania sopockich koszykarzy byly wiec niezwykle wyrownane, ale z kazdego z nich zdolali oni wyjsc obronna reka. Oby ta tradycja zostala podtrzymana rowniez w Poznaniu i Inowroclawiu, gdzie zawodnicy Trefla rozegraja kolejne ligowe mecze.

Trefl Sopot – Znicz Jaroslaw 66:64 (18:16, 10:13, 24:18, 14:17)

Punkty zdobywali:
TREFL SOPOT: Chawkins 15, Kadziulis 9, Kuzminskas 12, Kinnard 8, Ratajczak 4, Kitzinger 18
ZNICZ JAROSLAW: Mays 19, Zablocki 6, Witos 6, Chappel 20, Mikolajko 1, Misiewicz 6, Wyka 6.

Niespodziewana zmiana miejsc

Tego sie nikt nie spodziewal. Slusznie uwazani za faworyta tego spotkania, zgorzelczanie zbyt luzno podeszli do meczu z Treflem Sopot i poniesli porazke. Dodajmy do tego, w pelni zasluzona, bowiem sopocianie od pierwszego gwizdka spotkania byli niezwykle zmobilizowani i pelni wiary w koncowy sukces, mimo widocznego oslabienia brakiem kontuzjowanego Marcina Stefanskiego. Bohaterem meczu okazal sie, byly zawodnik Turowa, Iwo Kitzinger, ktory niewiele sobie robil z defensywy gosci, konczac spotkanie z dorobkiem 26 punktow, 3 asyst i 5 przechwytow.

Juz pierwsze minuty meczu wskazywaly na to, iz vice-mistrzom Polski nie bedzie tego dnia latwo o koncowy sukces. Wprawdzie dobrze pod koszami radzil sobie Michael Wright, ktory wykorzystujac swoja szybkosc i atletycznosc mijal srodkowego sopocian, Sauliusa Kuzminskasa, ale gospodarze nie zamierzali byc dluzni. Swietnie gral wspomniany Kitzinger, ktory juz w pierwszej kwarcie rzucil 8 punktow, a poniewaz swoje dorzucil Kuzminskas, gospodarze pierwsza czesc meczu skonczyli z 3-punktowym prowadzeniem. Gospodarze, grajac na maksymalnej mobilizacji, szczelnie kryli strefe podkoszowa, czego efektem byla slabsza niz oczekiwano, postawa Roberta Witki.

Druga kwarta to okres lepszej gry koszykarzy Turowa. Do swietnej postawy pod oboma koszami Michaela Wrighta, dolaczyl skutecznymi penetracjami, Justin Gray, i to wlasnie wspomniana dwojka szybko wyprowadzila podopiecznych trenera Obradovicia na szesciopunktowe prowadzenie. Gospodarze jednak nie zamierzali odpuscic. Sygnal do walki sprytnym zagraniem dal znow Kitzinger, po ktorym wlaczyli sie w zdobycz punktowa rowniez Kinnard, Kadziulis i Kuzminskas. Ostatecznie Trefl po pierwszej polowie minimalnie przegrywal z finalistom ubieglorocznych rozgrywek PLK 36:39. W tej czesci meczu slabo z dystansu rzucali Kinnard i Malesa, co mialo wplyw na wynik spotkania.

Amerykanin w pierwszej polowie nie imponowal, za to w drugiej czesci zdecydowanie sie wyroznil. Swietna obrona przeciwko legendzie polskiej koszykowki, Adamowi Wojcikowi oraz liczne zbiorki na wlasnej tablicy, spowodowaly, iz trener Turowa Sasa Obradovic z minuty na minute zaczal coraz bardziej nerwowo spogladac na tablice wynikow. Trefl, niesiony dopingiem wlasnej publicznosci zdolal odzyskac prowadzenie, ktore jak sie pozniej okazalo utrzymal do koncowej syreny spotkania. Niebagatelny wplyw w ten fakt mial oczywiscie Iwo Kitiznger, z ktorym zupelnie nie mogl sobie poradzic kryjacy go Gray. Natomiast po drugiej stronie kosza Kinnard, Kowalczuk i Kuzminskas calkowicie wylaczyli z gry Adama Wojcika i mocno ograniczyli poczynania Michaela Wrighta. Efektem tego bylo trzypunktowe prowadzenie sopocian po trzech kwartach, ktore mogloby byc jeszcze wyzsze, gdyby nie nieoczekiwana slabosc Kitzingera na linii rzutow wolnych. Nie zmacilo to jednak radosci sopockich kibicow, ktorzy z wiara, oczekiwali ostatniej czesci tego spotkania.

A ta praktycznie od samego poczatku przebiegala pod dyktando Trefla. Trener Muiznieks, pomimo ograniczonego pola manewru tak rotowal skladem, zeby zawodnicy nie stracili sil w decydujacych fragmentach meczu. Ta taktyka zamysl sie powiodla, bowiem Ratajczak dal dobra zmiane Kuzminskasowi i wespol z Kowalczukiem i Kinnardem, decydowal o obliczu sopockiej defensywy. Jesli dodamy do tego niezla postawe Cliffa Hawkinsa, ktory znalazl wlasciwy sposob na takiego rozgrywajacego, jak Willie Deane, nie dziwi fakt, iz vice-mistrzowie Polski z czasem zaczeli byc coraz bardziej bezradni. Trener Obradovic, widzac co sie dzieje pod koszem, probowal rozlozyc ciezar gry na rzuty z dystansu, a w obronie zastosowac pressing. Wszystkie te plany jednak okazaly sie nieskuteczne. Rzuty z dystansu gosci byly nieskuteczne a pilka padala lupem zawodnikow Trefla po defensywnych zbiorkach. Trener Muiznieks, odciazajac rozgrywajacych od wyprowadzania pilki z wlasnej polowy, sforsowal broniaca na calym boisku defensywe Turowa. Czare goryczy przyjezdnych przelaly skuteczne trafienia z dystansu Kitzingera i Kadziulisa, dzieki ktorym sopocianie kontrolowali przebieg spotkania do ostatniego gwizdka sedziego.

Tym meczem gospodarze pokazali wszystkim, iz nie tylko bedzie trudno z nimi wygrac we wlasnej hali, ale rowniez przy odrobinie szczescia beda chcieli liczyc sie w koncowym rozrachunku.

Powiedzieli po meczu:

Sasa Obradovic, trener Turowa Zgorzelec: Chcialbym pogratulowac naszemu dzisiejszemu przeciwnikowi, bowiem wyglada na to, iz Trefl bardziej chcial w tym meczu wygrac, a my z kolei nie bylismy na to przygotowani. Na pewno na nasza gre wplynela meczaca podroz, ale nie mozna tym tlumaczyc naszej porazki. Zabraklo po prostu lepszego przygotowania i skupienia. Trzeba zwrocic uwage na ilosc glupich strat, ktore popelnilismy. Kompletnie stracilismy w czwartej kwarcie kontrole nad gra i pozwolilismy Treflowi w latwy sposob wygrac ten mecz. Oczywiscie mamy jeszcze duzo czasu przed soba, musimy wrocic do siebie i grac coraz lepiej.

Karlis Muiznieks, trener Trefla Sopot: Przede wszystkim musze podziekowac moim graczom, ze gralismy twardo przez cale czterdziesci minut zarowno w ataku jak i w obronie. Oczywiscie popelnialismy bledy, bo Turow to bardzo dobry zespol, z bardzo dobrym trenerem. Mielismy problem z wysokimi graczami Turowa, ale zagralismy swietna czwarta kwarte, a Iwo Kitzinger zagral dzisiaj wyjatkowo dobrze.

Justin Grey, zawodnik Turowa Zgorzelec: Powinnismy przemyslec ten mecz, wyciagnac wnioski, zostawic go za soba i po prostu grac jak najlepiej. Jesli chodzi o przeciwnikow, to grali twardo, zdobywali punkty, wtedy, kiedy mysmy walczyli.

Iwo Kitzinger, zawodnik Trefla Sopot: Zagralismy odwrotnie niz przeciwko Anwilowi, zachowalismy zimna krew w koncowce i rozegralismy ja bardzo dobrze. Duzy szacunek dla naszych wysokich kolegow, na pozycjach cztery i piec. bo pomimo tego, ze mamy duzo nizszy sklad, przegralismy tylko nieznacznie zbiorke. W najwazniejszych momentach dobrze zastawialismy i zbieralismy pilki. Poza tym, tak jak mowilem, zimna krew zadecydowalo o zwyciestwie, popelnilismy osiem strat przy dziewietnastu stratach przeciwnika.

Zwyciestwo na poczatek

Spora liczba widzow przybyla w czwartkowy wieczor do hali 100-lecia by zobaczyc, jak w konfrontacji z czolowa druzyna ubieglego sezonu poradzi sobie sopocki Trefl. Mimo ze sam mecz nie byl wielkim widowiskiem, to nie mozna powiedziec, ze sie zawiedli, bo emocji nie zabraklo do samego konca spotkania. Az nadto widoczny byl brak zgrania zarowno po stronie gospodarzy, jak i gosci. Widoczne bylo, iz obie ekipy byly po obozie przygotowawczym, co wyraznie odbilo sie na formie niektorych zawodnikow. W meczu ostatecznie zwyciezyl zespol sopocki 59:54, prezentujac przez dluzszy okres czasu bardziej dojrzala koszykowke od druzyny ze Slupska.
Juz pierwsze fragmenty spotkania wyraznie wskazywaly na to, iz tego dnia krolowac bedzie raczej defensywa. Obie druzyny rozpoczely ten mecz przede wszystkim z zamierzeniem zamkniecia drogi do wlasnego kosza rywalowi, przez co w pierwszej kwarcie spotkania udanych zagran bylo jak na lekarstwo. Na poczatku spotkania na skutek nieudanych zagran Cliffa Hawkinsa, Czarni wyszli na prowadzenie 8:2, ale jak sie pozniej okazalo, byly to dobre zlego poczatki dla Czarnych. Wejscie na parkiet Iwo Kitzingera wyraznie ozywilo gre sopocian, ktorzy szybko zdolali doprowadzic do remisu i takim tez wynikiem zakonczyla sie pierwsza kwarta spotkania.

Druga odslona zaczela sie od punktow Djapy, ale z czasem slupszczanie zaczeli miec coraz wieksze problemy z zageszczona sopocka defensywa. Marcin Stefanski zupelnie nie dal pograc Clarkowi, a reszta zawodnikow slupskiej ekipy rowniez niewiele wnosila do gry druzyny. Sopocianie w ataku nie imponowali, ale dwie trojki Malesy, oraz udane zagrania podkoszowe w wykonaniu Stefanskiego i Kuzminskasa pozwolily Treflowi objac szesciopunktowe prowadzenie. Ten ostatni swietnie prezentowal sie nie tylko w ataku, ale i w obronie, dzieki czemu konto punktowe Czarnych powiekszalo sie tylko po rzutach wolnych wykonywanych przez Harrisa. Na zakonczenie tej kwarty swietnym zagraniem rowno z syrena popisal sie Cesnauskis, co jednak nie zmylo kiepskiego wrazenia, jakie swoja postawa pozostawili po sobie zawodnicy ze Slupska.

Po przerwie nic sie nie zmienilo. Gra Czarnych nadal byla oparta na indywidualnych zagraniach Cesnauskisa i Harrisa, z czego tylko o postawie tego pierwszego mozna powiedziec, ze nie zawodzil. Zawodnicy Trefla rowniez tego dnia nie byli dobrze dysponowani rzutowo, nie mogl wstrzelic sie Kadziulis, ale w odroznieniu do gosci, starali sie grac zespolowo. I na efekty nie trzeba bylo dlugo czekac. Ladna dwojkowa akcja Stefanskiego z Kinnardem, a nastepnie dwa celne rzuty z dystansu w wykonaniu tego drugiego oraz Kitzingera wyprowadzily sopocki zespol na jedenastopunktowe prowadzenie. Jak wiele jednak znaczy dla sopocian sama obecnosc Kuzminskasa na boisku, kibice mogli sie przekonac po tym, jak chwile wytchnienia dal mu Ratajczak. Polski skrzydlowy zupelnie nic nie wnosil do gry, dzieki czemu goscie zdolali odrobic czesc strat.

Ostatnia czesc meczu, choc bogata w dramaturgie, takze obfitowala w liczne chaotyczne zagrania obu stron. Postawe Amerykanow, Joyce’a i Clarka mozna smialo pominac milczeniem, ale sopocianie skutecznoscia tez nie powalali na kolana. W jednym jednak wciaz przewyzszali gospodarzy, a byla to walka na tablicach. Sporo niczyich pilek przejeli gospodarze, co okazalo sie miec niemaly wplyw na koncowe losy spotkania. Gdy dobrze uruchamiany przez partnerow Kuzminskas, powiekszyl prowadzenie Trefla do siedmiu punktow, a nastepnie na udana trojke Harrisa nieoczekiwanie odpowiedzial tym samym Stefanski, wydawalo sie, ze sopocianie sa bliscy zwyciestwa. Ogromne zaangazowanie gospodarzy przez caly mecz odbilo sie jednak na koncowce spotkania, gdzie seria nieudanych zagran i wyrazna niemoc rozgrywajacego Hawkinsa mogla kosztowac porazke. Mogla, ale na szczescie dla sopockich fanow nie kosztowala, bowiem zbyt szybko podejmowane decyzje rzutowe przez Czarnych, okazaly sie woda na mlyn dla sopockiej druzyny, ktora w ten sposob utrzymala niewielkie, ale zasluzone jednak prowadzenie, do koncowej syreny spotkania.

Reasumujac, spotkanie stalo raczej na slabym poziomie, ale zakonczylo sie zasluzonym zwyciestwem gospodarzy, co na konferencji prasowej podkreslali przedstawiciele obydwu druzyn. Trener Muiznieks podziekowal kibicom za wsparcie i podkreslil, iz dysponuje mlodym zespolem a dzisiejsza wygrana jest szczegolnie wazna w perspektywie jego rozwoju. Trener Igors Miglinieks natomiast okazal zal, iz spotkanie zostalo przelozone na wczesniejszy termin, a wygrywanie meczow wyjazdowych nie jest latwym zadaniem, zwlaszcza, jesli jest to mecz otwarcia. Jednoczesnie jednak z uznaniem wyrazil sie o pracy trenera Muiznieksa w Sopocie, doceniajac fakt, iz w krotkim okresie czasu zdolal utworzyc mocna druzyne. Podkreslil rowniez, iz szkoleniowiec Trefla jest jego serdecznym przyjacielem i zapewne jak opadna emocje, bedzie sie cieszyl razem z nim. Przyznal jednak, iz oba zespoly nie pokazaly wielkiej koszykowki, za to pokazaly ogromne serce do walki. O koncowym zwyciestwie gospodarzy wedlug jego opinii zadecydowal doping publicznosci, jak i pewna doza szczescia. Z kolei zawodnik Trefla, Pawel Kowalczuk, potwierdzil slowa poprzednika zgadzajac sie, iz mecz nie stal na wysokim poziomie, podkreslajac, ze walka byla ogromna do samego konca spotkania. Nie kryl jednak, iz jego druzyna mogla to spotkanie na wlasna korzysc rozstrzygnac wczesniej, tym samym oszczedzajac kibicom nerwow. Jest jednak przekonany, iz wyciagna z tej lekcji wlasciwe wnioski, zeby do podobnych sytuacji w przyszlosci nie doprowadzac. Na pytanie o dyspozycje zawodnikow amerykanskich trener Miglinieks dyplomatycznie odpowiedzial, ze nie rozumieja sie jeszcze dostatecznie z zespolem, a ponadto glosny doping ze strony publicznosci komunikacje ta utrudnial. Z kolei zapytany o przyszlosc Hawkinsa w klubie, trener Trefla, Karlis Muiznieks wyjasnil, iz twarda gra tego zawodnika bardzo mu sie podobala i ze jest on jednym z najlepszym zawodnikow tego zespolu.
Wydaje sie, ze trudno na podstawie tego spotkania wyciagac daleko idace wnioski. Oba zespoly nie stwarzaja jeszcze wrazenia swietnie przygotowanych do sezonu, a ich gra z uplywem czasu powinna ewoluowac. Cieszy jednak udana inauguracja sezonu w wykonaniu nowej druzyny na koszykarskiej mapie, zwlaszcza w perspektywie kolejnych trudnych spotkan z Anwilem, Turowem oraz Asseco Prokomem, gdzie ciezko bedzie o zwyciestwa.