Niespodzianki nie bylo

Po raz kolejny okazalo sie, ile znaczy dla sopocian Saulius Kuzminskas. Walke na tablicach wprawdzie wygrali zawodnicy Trefla, ale nie mialo to zadnego przelozenia na koncowy rezultat.

Pod koszem, bowiem rzadzil i dzielil Michael Wright, ktory zwlaszcza w pierwszej polowie byl glownym aktorem sobotniego widowiska. Samo spotkanie nie bylo ciekawym spektaklem. Juz na poczatku meczu uwidocznila sie przewaga gospodarzy, ktorzy szybko objeli kilkunastopunktowe prowadzenie. Glowna w tym zasluga Michaela Wrighta, ktory po raz kolejny potwierdzil swoje olbrzymie mozliwosci. Wright zasluzyl na tytul gracza meczu, w pierwszej polowie kompletnie nie potrafilismy go zatrzymac – przyznal po meczu Marcin Stefanski. Sopocianie wprawdzie nie rezygnowali i za sprawa wyjatkowo skutecznego Cliffa Hawkinsa zdolali odrobic czesc strat, ale Turow caly czas kontrolowal przebieg spotkania. W pozniejszych fragmentach gry sopocianie starali sie swoja uwage skupic na poczynaniach srodkowego gospodarzy, ale to tylko otworzylo droge do kosza obwodowym zawodnikom Turowa, wsrod ktorych brylowal zwlaszcza Justin Grey. Trzeba jednak przyznac, iz gospodarze wcale w tym meczu nie zachwycili. Niczym nie wyroznil sie Robert Witka, a TJ Thompson tylko potwierdzil, iz nie jest rozgrywajacym klasy Tyusa Edneya. W zupelnosci to jednak wystarczylo na slabych w tym meczu sopocian, wsrod ktorych wyroznili sie jedynie Hawkins i Kinnard. Najwiekszym problemem Trefla wydaje sie byc kreowanie gry. Hawkins nie najlepiej spisuje sie w ataku pozycyjnym, a decyzje podejmowane przez Iwo Kitzingera niezbyt pasuja do gry zespolowej. W zwiazku z tym mniej widoczni sa Gintaras Kadziulis i Pawel Malesa. Obaj maja dobrze opanowana sztuke rzutu z dystansu, ale gorzej sie spisuja w grze z pilka. Ich statystyki zapewne bylyby o wiele lepsze, gdyby mieli u boku prawdziwego rozgrywajacego. Niestety, ani Hawkins, ani Kitzinger nie spelniaja tej roli, co wyraznie odbija sie na ostatnich wynikach sopockiej druzyny.

Porazki w Zgorzelcu mozna sie bylo spodziewac, jednak sopocianie na tym trudnym terenie przegrali roznica wyzsza niz 12 pkt, a tym stosunkiem pokonali zgorzelczan w trzeciej kolejce. Sezon jest jednak dlugi i zawodnicy Trefla jeszcze nie powiedzieli ostatniego slowa. Kluczowe jednak beda spotkania z druzynami bezposrednio sasiadujacymi w tabeli, czyli Polpharma Starogard, AZS-em Koszalin i Zniczem Jaroslaw. Niestety do wszystkich tych spotkan sopocka druzyna przystapi w roli gosci, co w korzystniejszym swietle stawia gospodarzy. Poki co sopocianie myslami sa przy najblizszym meczu derbowym z Asseco Prokomem Gdynia. Inny wynik niz pewne zwyciestwo Mistrzow Polski bedzie uznany za spora sensacje. Zauwazyc jednak trzeba, iz derby rzadza sie swoimi prawami a do gry wraca kontuzjowany Kuzminskas.

Zabraklo centymetrow

Juz przed pierwszym gwizdkiem sedziego wiadome bylo, iz sopocian czeka w tym meczu trudna przeprawa. Najlepszy podkoszowy zawodnik Trefla i jeden z czolowych srodkowych calej ligi, Saulius Kuzminskas, z powodu kontuzji doznanej w meczu w Slupsku, cale spotkanie ogladal z lawki rezerwowych nie bedac ubranym nawet w odziez sportowa. Obawy zgromadzonych na hali kibicow o przebieg rywalizacji a zwlaszcza walce pod koszami byly wiec w pelni uzasadnione.

Szybko okazalo sie, iz nie byly one bezpodstawne. Wprawdzie agresywne zageszczanie strefy podkoszowej w wykonaniu sopockich zawodnikow powodowalo, iz Anwil czesto musial szukac innej szansy na zdobywanie punktow, jednak w walce pod tablicami, zwlaszcza w pierwszych dwoch kwartach, zdecydowanie dominowali gracze Anwilu. Brak Kuzminskasa widoczny byl takze w poczynaniach ofensywnych sopockich zawodnikow. Swietnie wprawdzie dysponowany byl Lawrence Kinnard, przy ktorym wloclawscy defensorzy wielokrotnie byli bezradni, ale momentami brakowalo innej opcji w ataku. Zawodnicy Anwilu nie do konca potrafili jednak to wykorzystac. Seryjnie pudlowane rzuty osobiste przez wloclawskich zawodnikow powodowaly ze Trefl, grajac w oslabieniu, caly czas byl w grze. Warto tutaj zaznaczyc, iz brak Kuzminskasa nie byl jedynym oslabieniem sopocian w tym meczu. Na niedomiar zlego, w pierwszej kwarcie po starciu z Andrzejem Pluta, urazu lewej stopy nabawil sie Gintaras Kadziulis, ktory pozniej nie byl juz w stanie grac na sto procent swoich mozliwosci. Znane przyslowie jednak mowi, iz to co nie zabije, to wzmocni. Tak tez bylo w tym meczu z sopockimi zawodnikami. Walka na kazdym centymetrze parkietu sprawiala, iz wynik przez dlugi czas pozostawal sprawa otwarta. Oprocz Kinnarda, swietne spotkanie rozegral takze Pawel Malesa. To wlasnie jego trafienie za 3 z faulem, przy dodatkowym niesportowym przewinieniu Bartlomieja Woloszyna spowodowalo, iz Trefl zblizyl sie do Anwilu na jeden punkt. kolejne wazne oczka dolozyl Kinnard i wydawalo sie, ze to co przed spotkaniem bylo praktycznie niemozliwe, zaczyna nabierac realnych ksztaltow. W kluczowym jednak momencie swoja klase pokazal Krzysztof Szubarga, ktory ladnymi asystami wykreowal swietne pozycje do rzutu partnerom. Z zimna krwia wykorzystal je Nikola Jovanovic, dzieki czemu Anwil ponownie odskoczyl na bezpieczna odleglosc. Nie bez znaczenia byla w tym fragmencie spotkania kontrowersyjna decyzja sedziow, ktorzy odgwizdali niesportowe przewinienie Marcinowi Stefanskiemu. Nawet jednak to nie zalamalo sopockich zawodnikow, poniewaz ci do konca walczyli o sprawienie niespodzianki. Dwie szalone trojki Pawla Malesy spowodowaly, ze na niecala minute przed koncem Trefl zblizyl sie do rywali na 3 punkty. Jednak na wiecej nie wystarczylo ani sil ani czasu. Wloclawianie zdolali w efekcie wywiezc z Sopotu dwa punkty, chociaz swoja postawa nikogo nie zachwycili.

Glowna przyczyna porazki sopocian w tym waznym spotkaniu byla zbyt waska lawka rezerwowych. Jesli dodamy do tego bezproduktywna gre Pawla Kowalczuka i slabsza postawe Lukasza Ratajczaka, nie dziwi fakt, iz potencjal podkoszowy Trefla byl w tym spotkaniu mocno ograniczony. Zdziwienie jednak budzi niemrawa gra podopiecznych Igora Griszczuka, ktorzy nie do konca potrafili zaistniala przewage wykorzystac. Docenic jednak nalezy spory wklad w odniesienie koncowego sukcesu Krzysztofa Szubargi, ktory nie tylko swietnie rozgrywal, ale tez na skutek agresywnej defensywy, niemal calkowicie wylaczyl z gry Iwo Kitzingera.
Anwil tym zwyciestwem umocnil sie na drugiej pozycji w tabeli PLK, natomiast sytuacja Trefla znacznie sie skomplikowala. W nastepnych dwoch spotkaniach sopocian czekaja bowiem potyczki z najsilniejszymi na obecna chwile druzynami, czyli odmienionym Turowem Zgorzelec oraz Asseco Prokomem Gdynia. Jakiekolwiek zwyciestwo odniesione w tych dwoch spotkaniach bedzie zapewne w koszykarskim swiatku uznane za spora niespodzianke.

Trefl Sopot – Anwil Wloclawek 73:80
(22:25, 7:13, 27:15, 17:27)

Trefl: Kinnard 31, Malesa 17, Kitzinger 8, Stefanski 7, Hawkins 5, Ratajczak 5, Kadziulis 0, Kowalczuk 0, Kietlinski 0, Zalucki 0

Kontrowersyjne zakonczenie

Pobudzona wyobraznia widzow, nagle zwroty akcji, fabula trzymajaca w napieciu do ostatnich sekund, wreszcie nieoczekiwane zakonczenie, taka uczta czestowal przez wiele lat licznych kinomanow Alfred Hitchcock. Czasy sie zmienily, miejsce wydarzen rowniez, podobnie rezyseria, ale scenariusz pozostal bez zmian. Tak pokrotce mozna podsumowac wydarzenia dziejace sie we wczorajszy wieczor w hali Gryfia. Zal jedynie, iz Derbow Pomorza nie zdecydowala sie pokazac szerszemu gronu odbiorcow Telewizja Polska.

Pierwsza kwarta spotkania, jak wiekszosc filmow, byla jedynie zwiastunem pozniejszych emocji. Sopocianie razili nieskutecznoscia z dystansu, ale za sprawa dobrej gry pod koszami Sauliusa Kuzminskasa, ktory jako jedyny byl w stanie skutecznie sie przeciwstawic w strefie podkoszowej gospodarzom, zawodnicy Trefla utrzymywali bezpieczny dystans. To wlasnie jednak nadspodziewana dobra dyspozycja Czarnych Panter w strefie podkoszowej zadecydowala o tym, iz po pierwszej odslonie spotkania minimalnie prowadzili koszykarze ze Slupska (23:19). Warto podkreslic, iz po dlugiej kontuzji wrocil do skladu Czarnych Chris Daniels, ktory juz w pierwszym swoim spotkaniu wyraznie wspomogl swoich partnerow w polu trzech sekund.

Od poczatku drugiej kwarty ton wydarzeniom nadawali gospodarze. Rozszalal sie Mantas Cesnauskis, a ladne dwojkowe akcje slupskich obwodowych z Chrisem Danielsem powodowaly, iz sopocianie zaczeli sie gubic. Szarpane zagrywki nie przynosily zadnego efektu punktowego, a w walce na tablicach nadal dominowali slupszczanie. Poniewaz dyspozycja obronna sopocian pozostawiala wiele do zyczenia, przewaga Czarnych systematycznie wzrastala. W efekcie po drugiej kwarcie gospodarze prowadzili 51:33, wprowadzajac swoich kibicow w entuzjastyczny nastroj. Przybyli na mecz spodziewali sie, iz to spotkanie jeszcze nie jest rozstrzygniete.

Tymczasem po przerwie sopocianie wyszli mocno zmobilizowani i pelni wiary w odwrocenie losow meczu. Wyraznie wzmocnili defensywe, co spowodowalo, iz gospodarze zaczeli miec coraz wieksze problemy z jej sforsowaniem. Z dystansu zaczeli trafiac Kinnard i Stefanski, a przewaga Czarnych malala w oczach. Zawodnicy Trefla nie w pelni jednak wykorzystali okres slabszej gry gospodarzy, a slaba skutecznosc Kuzminskasa na linii rzutow wolnych spowodowala, iz Czarni szybko opanowali sytuacje i na czwarta czesc meczu wyszli z dwunastopunktowym prowadzeniem.

Im blizej konca, tym emocje wzrastaja. Taki obraz napiecia budowal w swoich filmach wlasnie Hitchcock. Odzwierciedleniem tego byla ostatnia kwarta Derbow Pomorza. Gospodarze juz nie radzili sobie tak dobrze w polu trzech sekund, a coraz czesciej w ich szeregi wkradal sie chaos. Dzialo sie tak na skutek swietnej, zespolowej defensywy Trefla, ktora nie pozwalala Czarnym Panterom na zdobywanie latwych punktow. Poniewaz w ataku Trefl rowniez zaczal grac konsekwentnie, nieliczna grupka wiernych sympatykow sopockiej druzyny na nowo uwierzyla w odniesienie zwyciestwa. Na moment uciszyl ich Tyrone Brazelton biorac ciezar zdobywania punktow na swoje barki, ale sopocka nawalnica trwala nadal. Po ladnych kombinacyjnych akcjach Kadziulisa i Kuzminskasa, przewaga Czarnych zmalala do zaledwie 2 punktow. Koncowke meczu wiekszosc ze zgromadzonych ogladala juz na stojaco. Za trzy celnie przymierzyl Cesnauskis, ale sopocianie nadal konsekwentnie zaczeli szukac swojej szansy w grze pod koszem. Udana penetracja popisal sie Kinnard, a poniewaz po chwili Lukasz Ratajczak z powodzeniem wykonczyl akcje, trafiajac z faulem, z wysokiej przewagi Czarnych nie pozostalo juz nic. Wszystkim zgromadzonym na hali kibicom zaparlo dech w piersiach, gdy Danielsowi sedziowie odgwizdali przewinienie techniczne. Grajacy waskim skladem zmeczeni sopocianie nie zdolali jednak tego faktu wykorzystac. W waznym momencie Kinnard dwukrotnie pomylil sie z linii rzutow wolnych, a przyslugujaca im dodatkowa akcje, zawodnicy Trefla nie potrafili zamienic na punkty. W ostatniej minucie emocje siegnely wiec zenitu. Faulowany Daniels skutecznie wyegzekwowal tylko jeden z dwoch przyslugujacych mu rzutow, ale Marcin Sroka zebral pilke w ataku. Gospodarze nie zdolali jednak postawic kropki nad i, a w rewanzu reka nie zadrzala Marcinowi Stefanskiemu, ktory z zimna krwia wyprowadzil Trefla na jednopunktowe prowadzenie. I wtedy zgromadzeni na hali kibice byli swiadkami dosc kontrowersyjnej decyzji sedziego, ktora przesadzila o losach spotkania. Poniewaz pewne bylo, iz decydujaca akcje bedzie konczyl najlepszy strzelec slupszczan w tym meczu, Mantas Cesnauskis, trener Muiznieks do jego krycia desygnowal Hawkinsa. Gdy czas na zegarze odliczajacy 24 sekundy zblizal sie juz do konca, chcacy przechwycic pilke Hawkins, popelnil przewinienie. Sedziowie odgwizdali faul nim Litwin zlozyl sie do rzutu. Cesnauskisowi, zgodnie z przepisami, powinny przyslugiwac dwa rzuty osobiste. Inaczej jednak to zdarzenie zinterpretowali arbitrzy, uznajac, iz zawodnik gospodarzy wykonywal juz akcje rzutowa, przyznajac tym samym trzy rzuty wolne, co jak sie pozniej okazalo, przesadzilo o koncowym zwyciestwie Czarnych.

Wczorajsze spotkanie charakteryzowaly nagle zwroty wydarzen na parkiecie, co tylko przysluzylo sie swietnemu widowisku, jakiego bylismy swiadkami w hali Gryfii. Im wiecej takich stojacych na wysokim poziomie sportowym meczy bedziemy mogli obserwowac w PLK, tym wieksza szansa na podniesienie prestizu polskiego basketu. Czarnym to zwyciestwo pozwolilo odskoczyc od strefy spadkowej, natomiast sytuacja sopocian w tabeli nieco sie skomplikowala, majac na uwadze zwlaszcza trudne spotkania, jakie czekaja druzyne Trefla na poczatku przyszlego roku. Miejmy nadzieje, iz nadchodzacy 2010 rok dostarczy sympatykom obu druzyn wielu pozytywnych wrazen, doznanych przy okazji kolejnych spotkan rozgrywanych na krajowych parkietach. Bo wierni kibice stanowia nieodlaczny element koszykarskiego widowiska.

Energa Czarni Slupsk – Trefl Sopot 81:80 (23:19, 28:14, 15:21, 15:26)

Energa Czarni: Mantas Cesnauskis 20, Chris Daniels 19, Tyron Brazelton 11, Pawel Leonczyk 10, Marcin Sroka 7, Alex Harris 6, Wojciech Zurawski 4, Dawid Przybyszewski 4, Hubert Pabian 0.

Trefl: Saulius Kuzminskas 18, Lewrance Kinnard 16, Gintaras Kadziulis 12, Iwo Kitzinger 10, Marcin Stefanski 9, Cliff Hawkins 8, Lukasz Ratajczak 7, Pawel Kowalczuk 0, Pawel Malesa 0.

Milicic: „Czuje sie zwiazany z Sopotem”

Arkadiusz Swietlik: Igor, czego wam zabraklo w sobote by wygrac z mecz z Treflem?

Igor Milicic: Dobrze rozpoczelismy mecz, jednak pozniej troche nam zabraklo koncentracji. Trefl powoli zaczal budowac swoja przewage. A poniewaz w kazdym meczu zaczynamy znacznie lepiej grac gdy przegrywamy roznica okolo 20 punktow, to wzielismy sie za odrabianie strat. Jednak ostatnie kilka zagrywek nie ulozylo sie po naszej mysli i dlatego przegralismy ten mecz.
Czytaj całość

Ciezko jak przed laty

Przez lata sopocka hala byla prawdziwa jaskinia lwa. Zadnej polskiej druzynie nie gralo sie tam latwo, nawet „zielone koniczynki” z Aten potrzebowaly blysku geniuszu Diamantidisa, by odniesc zwyciestwo. Tylko, ze wczesniej w roli gospodarza wystepowala najlepsza polska druzyna ostatniej dekady. Dzisiaj sopockiego Trefla trudno zaliczyc do najwiekszych krezusow PLK, a pomimo tego hala przy ul. Goyki swoj status twierdzy zachowuje. W tym sezonie z Sopotu na tarczy wyjechaly juz druzyny ze Slupska, Zgorzelca, Stalowej Woli i Jaroslawia. We wczorajszy wieczor podobny los spotkal druzyne AZS-u Koszalin. Akademicy zagrali ambitnie, nie zlozyli broni nawet, gdy przegrywali juz roznica 19 pkt, ale w ostatecznym rozrachunku i oni musieli uznac wyzszosc rewelacyjnie spisujacych sie sopocian.

Poczatek pierwszej kwarty stal pod znakiem dobrej gry oslabionego choroba Marcina Stefanskiego, ktory nie mial problemow z mijaniem kryjacego go Diduszki. Goscie natomiast od pierwszego gwizdka mieli problem ze sforsowaniem twardej sopockiej defensywy, a pilka po ich niecelnych rzutach czesto trafiala w rece Sauliusa Kuzminskasa, a ten calkowicie zdominowal walke na tablicach. Wprawdzie po celnym trafieniu z dystansu Ticy, koszalinianie na moment objeli prowadzenie, ale pozniej ton wydarzeniom nadawala juz tylko druzyna sopocka. Swietna zmiane dal Gintaras Kadziulis, szybko zdobywajac 4 punkty. Gdy po ladnym odegraniu od Kinnarda, latwe punkty zdobyl Iwo Kitzinger, sopocianie prowadzili juz roznica 7 punktow. Co prawda pod koniec kwarty ladnym rzutem z poldystansu popisal sie Swanson, ale w niczym nie zmienilo to obrazu gry.

W drugiej czesci przebieg wydarzen nie ulegl zmianie. Goscie nadal grali slabo, a poza Vladimirem Tica zaden z koszalinskich zawodnikow nie mogl sobie poradzic z twardo grajacymi sopocianami. Calkowicie zagubiony byl Michael Kuebler, ktorego zupelnie wylaczyl z gry Kadziulis. Sopocianie rowniez nie imponowali w ataku, ale wskutek swietnej defensywy i wyjatkowej nieporadnosci koszalinian, pewnie prowadzili 39:29.

Przez pierwsze piec minut trzeciej odslony zgromadzona publicznosc byla swiadkiem gry, ktora stala na wyjatkowo niskim poziomie. Dosc powiedziec, iz w tym czasie sopocianie zdobyli zaledwie szesc punktow, natomiast gracze AZS-u zadnego! Sopocianie, wiec z kazda minuta potwierdzali, iz ich najwiekszym atutem jest swietnie zorganizowana defensywa. Pozwolila ona zawodnikom Trefla konsekwentnie budowac przewage, ktora po efektownej akcji Hawkinsa na koniec trzeciej kwarty siegnela nawet 17 punktow.

Gdy na poczatku czwartej kwarty celnym rzutem za trzy popisal sie dobrze grajacy Iwo Kitzinger, wydawalo sie, ze losy spotkania zostaly rozstrzygniete. Niestety, zastosowana przez trenera Muiznieksa ograniczona rotacja znalazla swoje konsekwencje. Sopocianie wyraznie opadli z sil, mnozyly sie straty i niecelne rzuty. W tym fragmencie Akademicy uwierzyli, iz nie wszystko jeszcze stracone. Ciezar gry na siebie z powodzeniem wzieli Dante Swanson i George Reese, co spowodowalo, iz przewaga Trefla malala w oczach. Kiedy po dwoch celnych rzutach osobistych w wykonaniu tego drugiego, AZS zblizyl sie na jeden punkt, spora grupka kibicow z Koszalina ponownie uwierzyla w koncowy sukces swoich ulubiencow. W tym momencie bardzo wazna trojke trafil Kinnard, dzieki czemu sopocianie ponownie odskoczyli na cztery punkty. Nie na dlugo jednak, poniewaz po stracie Hawkinsa, w nieprzemyslany sposob faulowal Kinnard, co sedziowie slusznie zakwalifikowali jako przewinienie niesportowe. Reese wytrzymal presje i zamienil rzuty osobiste na 2 punkty, po ktorych to na 1,33 minuty przed koncem trener Muiznieks poprosil o czas. Przynioslo to efekt, bowiem dwie kolejne akcje przyjezdnych nie przyniosly zdobyczy punktowej. Po drugiej stronie rzut z poldystansu Kuzminskasa okazal sie niecelny, ale kluczowa zbiorke ofensywna zanotowal Kinnard, ktorego goscie szybko faulowali. Amerykanin trafil tylko jeden rzut wolny, ale goscie z niewiadomych przyczyn zamiast rzucac z dystansu, woleli podac pilke pod kosz do Lukasza Diduszki. Ten sie co prawda nie pomylil, ale AZS nadal tracil jeden punkt do sopocian, ktorych juz sekundy dzielily od osmej wygranej w sezonie. Pilka z autu trafila do Kinnarda, ktorego goscie zmuszeni byli natychmiastowo faulowac. Ten tylko dopelnil formalnosci i tym samym przypieczetowal kolejne juz zwyciestwo Trefla w tegorocznych rozgrywkach.

Wczorajsze spotkanie, jak sie mozna bylo tego spodziewac, bogate bylo w emocje i nagle zwroty wydarzen. Koloryt wczorajszemu widowisku zapewnili rowniez kibice obydwu druzyn, ktorzy przez cale spotkanie aktywnie wspierali dopingiem swoje druzyny.