To nie koniec – to dopiero poczatek!

Nawiazujac do ponizszego ogloszenia, pragniemy zwrocic uwage na jego tytul, ktory, naszym zdaniem, znaczaco odbiega od zaistnialej sytuacji. Kwestia nie podlegajaca dyskusji jest to, iz faktycznie doszlo do rozwiazania SSSK, niemniej trzeba wspomniec, dlaczego zdecydowalismy sie na ten drastyczny ruch. Zgromadzeni czlonkowie uznali, iz dalsza dzialalnosc Stowarzyszenia w tej formie nie ma racji bytu, bowiem wszelkie argumenty przemawiajace za dalszym jego istnieniem juz sie wyczerpaly. Natomiast ten fakt bynajmniej nie oznacza konca naszej dzialalnosci. Wprost przeciwnie – na dniach zostanie zalozony, jak juz wspomniano w poprzednim ogloszeniu, nowy, prezny Klub Kibica, ktory przejmie wszelkie aktywa dotychczasowego SSSK. Jednoczesnie zasadniczy celu naszej dzialalnosci nie ulegnie zmianie – jest nim aktywne wspomaganie w zorganizowanej grupie Naszych Koszykarzy na parkietach calej Polski. Nowo zakladany Klub Kibica przede wszystkim bedzie kierowany przez ludzi, ktorym lezy na sercu dobro Naszego Klubu, czego nie mozna bylo powiedziec o dzialalnosci niektorych osob z dotychczasowego kierownictwa. Te osoby bowiem aktywnie zaangazowaly sie w dzialalnosc Klubu Kibica Asseco Prokomu Gdynia, zupelnie przy tym nie przykladajac sie do wykonywanych czynnosci dla SSSK, do ktorych zostaly przeciez powolane. W zwiazku z powyzszym nie dziwi wiec fakt, iz dalsze funkcjonowanie Stowarzyszenia w tej formie nie mialo sensu. Cos sie konczy, cos sie zaczyna…
Nowy Klub Kibica bedzie wolny od niejasnych sytuacji i zbytecznych skojarzen. Juz na samym poczatku zapisalo sie do niego ponad 40 osob, co tylko utwierdzilo nas w przekonaniu, ze warto kontynuowac cos, co przez wiele lat bylo mysla przewodnia Stowarzyszenia. Serdecznie wiec zapraszamy wszystkie osoby, chcace trwale uczestniczyc w dopingu, do wstapienia w nasze szeregi. Kontakt z Patrykiem, w celu zapisania sie badz uzyskania szerszych informacji pod adresem e-mail: pat3city@gmail.com
Szczegolowe informacje wkrotce.

Niespodzianki nie bylo

Po raz kolejny okazalo sie, ile znaczy dla sopocian Saulius Kuzminskas. Walke na tablicach wprawdzie wygrali zawodnicy Trefla, ale nie mialo to zadnego przelozenia na koncowy rezultat.

Pod koszem, bowiem rzadzil i dzielil Michael Wright, ktory zwlaszcza w pierwszej polowie byl glownym aktorem sobotniego widowiska. Samo spotkanie nie bylo ciekawym spektaklem. Juz na poczatku meczu uwidocznila sie przewaga gospodarzy, ktorzy szybko objeli kilkunastopunktowe prowadzenie. Glowna w tym zasluga Michaela Wrighta, ktory po raz kolejny potwierdzil swoje olbrzymie mozliwosci. Wright zasluzyl na tytul gracza meczu, w pierwszej polowie kompletnie nie potrafilismy go zatrzymac – przyznal po meczu Marcin Stefanski. Sopocianie wprawdzie nie rezygnowali i za sprawa wyjatkowo skutecznego Cliffa Hawkinsa zdolali odrobic czesc strat, ale Turow caly czas kontrolowal przebieg spotkania. W pozniejszych fragmentach gry sopocianie starali sie swoja uwage skupic na poczynaniach srodkowego gospodarzy, ale to tylko otworzylo droge do kosza obwodowym zawodnikom Turowa, wsrod ktorych brylowal zwlaszcza Justin Grey. Trzeba jednak przyznac, iz gospodarze wcale w tym meczu nie zachwycili. Niczym nie wyroznil sie Robert Witka, a TJ Thompson tylko potwierdzil, iz nie jest rozgrywajacym klasy Tyusa Edneya. W zupelnosci to jednak wystarczylo na slabych w tym meczu sopocian, wsrod ktorych wyroznili sie jedynie Hawkins i Kinnard. Najwiekszym problemem Trefla wydaje sie byc kreowanie gry. Hawkins nie najlepiej spisuje sie w ataku pozycyjnym, a decyzje podejmowane przez Iwo Kitzingera niezbyt pasuja do gry zespolowej. W zwiazku z tym mniej widoczni sa Gintaras Kadziulis i Pawel Malesa. Obaj maja dobrze opanowana sztuke rzutu z dystansu, ale gorzej sie spisuja w grze z pilka. Ich statystyki zapewne bylyby o wiele lepsze, gdyby mieli u boku prawdziwego rozgrywajacego. Niestety, ani Hawkins, ani Kitzinger nie spelniaja tej roli, co wyraznie odbija sie na ostatnich wynikach sopockiej druzyny.

Porazki w Zgorzelcu mozna sie bylo spodziewac, jednak sopocianie na tym trudnym terenie przegrali roznica wyzsza niz 12 pkt, a tym stosunkiem pokonali zgorzelczan w trzeciej kolejce. Sezon jest jednak dlugi i zawodnicy Trefla jeszcze nie powiedzieli ostatniego slowa. Kluczowe jednak beda spotkania z druzynami bezposrednio sasiadujacymi w tabeli, czyli Polpharma Starogard, AZS-em Koszalin i Zniczem Jaroslaw. Niestety do wszystkich tych spotkan sopocka druzyna przystapi w roli gosci, co w korzystniejszym swietle stawia gospodarzy. Poki co sopocianie myslami sa przy najblizszym meczu derbowym z Asseco Prokomem Gdynia. Inny wynik niz pewne zwyciestwo Mistrzow Polski bedzie uznany za spora sensacje. Zauwazyc jednak trzeba, iz derby rzadza sie swoimi prawami a do gry wraca kontuzjowany Kuzminskas.

Zabraklo centymetrow

Juz przed pierwszym gwizdkiem sedziego wiadome bylo, iz sopocian czeka w tym meczu trudna przeprawa. Najlepszy podkoszowy zawodnik Trefla i jeden z czolowych srodkowych calej ligi, Saulius Kuzminskas, z powodu kontuzji doznanej w meczu w Slupsku, cale spotkanie ogladal z lawki rezerwowych nie bedac ubranym nawet w odziez sportowa. Obawy zgromadzonych na hali kibicow o przebieg rywalizacji a zwlaszcza walce pod koszami byly wiec w pelni uzasadnione.

Szybko okazalo sie, iz nie byly one bezpodstawne. Wprawdzie agresywne zageszczanie strefy podkoszowej w wykonaniu sopockich zawodnikow powodowalo, iz Anwil czesto musial szukac innej szansy na zdobywanie punktow, jednak w walce pod tablicami, zwlaszcza w pierwszych dwoch kwartach, zdecydowanie dominowali gracze Anwilu. Brak Kuzminskasa widoczny byl takze w poczynaniach ofensywnych sopockich zawodnikow. Swietnie wprawdzie dysponowany byl Lawrence Kinnard, przy ktorym wloclawscy defensorzy wielokrotnie byli bezradni, ale momentami brakowalo innej opcji w ataku. Zawodnicy Anwilu nie do konca potrafili jednak to wykorzystac. Seryjnie pudlowane rzuty osobiste przez wloclawskich zawodnikow powodowaly ze Trefl, grajac w oslabieniu, caly czas byl w grze. Warto tutaj zaznaczyc, iz brak Kuzminskasa nie byl jedynym oslabieniem sopocian w tym meczu. Na niedomiar zlego, w pierwszej kwarcie po starciu z Andrzejem Pluta, urazu lewej stopy nabawil sie Gintaras Kadziulis, ktory pozniej nie byl juz w stanie grac na sto procent swoich mozliwosci. Znane przyslowie jednak mowi, iz to co nie zabije, to wzmocni. Tak tez bylo w tym meczu z sopockimi zawodnikami. Walka na kazdym centymetrze parkietu sprawiala, iz wynik przez dlugi czas pozostawal sprawa otwarta. Oprocz Kinnarda, swietne spotkanie rozegral takze Pawel Malesa. To wlasnie jego trafienie za 3 z faulem, przy dodatkowym niesportowym przewinieniu Bartlomieja Woloszyna spowodowalo, iz Trefl zblizyl sie do Anwilu na jeden punkt. kolejne wazne oczka dolozyl Kinnard i wydawalo sie, ze to co przed spotkaniem bylo praktycznie niemozliwe, zaczyna nabierac realnych ksztaltow. W kluczowym jednak momencie swoja klase pokazal Krzysztof Szubarga, ktory ladnymi asystami wykreowal swietne pozycje do rzutu partnerom. Z zimna krwia wykorzystal je Nikola Jovanovic, dzieki czemu Anwil ponownie odskoczyl na bezpieczna odleglosc. Nie bez znaczenia byla w tym fragmencie spotkania kontrowersyjna decyzja sedziow, ktorzy odgwizdali niesportowe przewinienie Marcinowi Stefanskiemu. Nawet jednak to nie zalamalo sopockich zawodnikow, poniewaz ci do konca walczyli o sprawienie niespodzianki. Dwie szalone trojki Pawla Malesy spowodowaly, ze na niecala minute przed koncem Trefl zblizyl sie do rywali na 3 punkty. Jednak na wiecej nie wystarczylo ani sil ani czasu. Wloclawianie zdolali w efekcie wywiezc z Sopotu dwa punkty, chociaz swoja postawa nikogo nie zachwycili.

Glowna przyczyna porazki sopocian w tym waznym spotkaniu byla zbyt waska lawka rezerwowych. Jesli dodamy do tego bezproduktywna gre Pawla Kowalczuka i slabsza postawe Lukasza Ratajczaka, nie dziwi fakt, iz potencjal podkoszowy Trefla byl w tym spotkaniu mocno ograniczony. Zdziwienie jednak budzi niemrawa gra podopiecznych Igora Griszczuka, ktorzy nie do konca potrafili zaistniala przewage wykorzystac. Docenic jednak nalezy spory wklad w odniesienie koncowego sukcesu Krzysztofa Szubargi, ktory nie tylko swietnie rozgrywal, ale tez na skutek agresywnej defensywy, niemal calkowicie wylaczyl z gry Iwo Kitzingera.
Anwil tym zwyciestwem umocnil sie na drugiej pozycji w tabeli PLK, natomiast sytuacja Trefla znacznie sie skomplikowala. W nastepnych dwoch spotkaniach sopocian czekaja bowiem potyczki z najsilniejszymi na obecna chwile druzynami, czyli odmienionym Turowem Zgorzelec oraz Asseco Prokomem Gdynia. Jakiekolwiek zwyciestwo odniesione w tych dwoch spotkaniach bedzie zapewne w koszykarskim swiatku uznane za spora niespodzianke.

Trefl Sopot – Anwil Wloclawek 73:80
(22:25, 7:13, 27:15, 17:27)

Trefl: Kinnard 31, Malesa 17, Kitzinger 8, Stefanski 7, Hawkins 5, Ratajczak 5, Kadziulis 0, Kowalczuk 0, Kietlinski 0, Zalucki 0

Kontrowersyjne zakonczenie

Pobudzona wyobraznia widzow, nagle zwroty akcji, fabula trzymajaca w napieciu do ostatnich sekund, wreszcie nieoczekiwane zakonczenie, taka uczta czestowal przez wiele lat licznych kinomanow Alfred Hitchcock. Czasy sie zmienily, miejsce wydarzen rowniez, podobnie rezyseria, ale scenariusz pozostal bez zmian. Tak pokrotce mozna podsumowac wydarzenia dziejace sie we wczorajszy wieczor w hali Gryfia. Zal jedynie, iz Derbow Pomorza nie zdecydowala sie pokazac szerszemu gronu odbiorcow Telewizja Polska.

Pierwsza kwarta spotkania, jak wiekszosc filmow, byla jedynie zwiastunem pozniejszych emocji. Sopocianie razili nieskutecznoscia z dystansu, ale za sprawa dobrej gry pod koszami Sauliusa Kuzminskasa, ktory jako jedyny byl w stanie skutecznie sie przeciwstawic w strefie podkoszowej gospodarzom, zawodnicy Trefla utrzymywali bezpieczny dystans. To wlasnie jednak nadspodziewana dobra dyspozycja Czarnych Panter w strefie podkoszowej zadecydowala o tym, iz po pierwszej odslonie spotkania minimalnie prowadzili koszykarze ze Slupska (23:19). Warto podkreslic, iz po dlugiej kontuzji wrocil do skladu Czarnych Chris Daniels, ktory juz w pierwszym swoim spotkaniu wyraznie wspomogl swoich partnerow w polu trzech sekund.

Od poczatku drugiej kwarty ton wydarzeniom nadawali gospodarze. Rozszalal sie Mantas Cesnauskis, a ladne dwojkowe akcje slupskich obwodowych z Chrisem Danielsem powodowaly, iz sopocianie zaczeli sie gubic. Szarpane zagrywki nie przynosily zadnego efektu punktowego, a w walce na tablicach nadal dominowali slupszczanie. Poniewaz dyspozycja obronna sopocian pozostawiala wiele do zyczenia, przewaga Czarnych systematycznie wzrastala. W efekcie po drugiej kwarcie gospodarze prowadzili 51:33, wprowadzajac swoich kibicow w entuzjastyczny nastroj. Przybyli na mecz spodziewali sie, iz to spotkanie jeszcze nie jest rozstrzygniete.

Tymczasem po przerwie sopocianie wyszli mocno zmobilizowani i pelni wiary w odwrocenie losow meczu. Wyraznie wzmocnili defensywe, co spowodowalo, iz gospodarze zaczeli miec coraz wieksze problemy z jej sforsowaniem. Z dystansu zaczeli trafiac Kinnard i Stefanski, a przewaga Czarnych malala w oczach. Zawodnicy Trefla nie w pelni jednak wykorzystali okres slabszej gry gospodarzy, a slaba skutecznosc Kuzminskasa na linii rzutow wolnych spowodowala, iz Czarni szybko opanowali sytuacje i na czwarta czesc meczu wyszli z dwunastopunktowym prowadzeniem.

Im blizej konca, tym emocje wzrastaja. Taki obraz napiecia budowal w swoich filmach wlasnie Hitchcock. Odzwierciedleniem tego byla ostatnia kwarta Derbow Pomorza. Gospodarze juz nie radzili sobie tak dobrze w polu trzech sekund, a coraz czesciej w ich szeregi wkradal sie chaos. Dzialo sie tak na skutek swietnej, zespolowej defensywy Trefla, ktora nie pozwalala Czarnym Panterom na zdobywanie latwych punktow. Poniewaz w ataku Trefl rowniez zaczal grac konsekwentnie, nieliczna grupka wiernych sympatykow sopockiej druzyny na nowo uwierzyla w odniesienie zwyciestwa. Na moment uciszyl ich Tyrone Brazelton biorac ciezar zdobywania punktow na swoje barki, ale sopocka nawalnica trwala nadal. Po ladnych kombinacyjnych akcjach Kadziulisa i Kuzminskasa, przewaga Czarnych zmalala do zaledwie 2 punktow. Koncowke meczu wiekszosc ze zgromadzonych ogladala juz na stojaco. Za trzy celnie przymierzyl Cesnauskis, ale sopocianie nadal konsekwentnie zaczeli szukac swojej szansy w grze pod koszem. Udana penetracja popisal sie Kinnard, a poniewaz po chwili Lukasz Ratajczak z powodzeniem wykonczyl akcje, trafiajac z faulem, z wysokiej przewagi Czarnych nie pozostalo juz nic. Wszystkim zgromadzonym na hali kibicom zaparlo dech w piersiach, gdy Danielsowi sedziowie odgwizdali przewinienie techniczne. Grajacy waskim skladem zmeczeni sopocianie nie zdolali jednak tego faktu wykorzystac. W waznym momencie Kinnard dwukrotnie pomylil sie z linii rzutow wolnych, a przyslugujaca im dodatkowa akcje, zawodnicy Trefla nie potrafili zamienic na punkty. W ostatniej minucie emocje siegnely wiec zenitu. Faulowany Daniels skutecznie wyegzekwowal tylko jeden z dwoch przyslugujacych mu rzutow, ale Marcin Sroka zebral pilke w ataku. Gospodarze nie zdolali jednak postawic kropki nad i, a w rewanzu reka nie zadrzala Marcinowi Stefanskiemu, ktory z zimna krwia wyprowadzil Trefla na jednopunktowe prowadzenie. I wtedy zgromadzeni na hali kibice byli swiadkami dosc kontrowersyjnej decyzji sedziego, ktora przesadzila o losach spotkania. Poniewaz pewne bylo, iz decydujaca akcje bedzie konczyl najlepszy strzelec slupszczan w tym meczu, Mantas Cesnauskis, trener Muiznieks do jego krycia desygnowal Hawkinsa. Gdy czas na zegarze odliczajacy 24 sekundy zblizal sie juz do konca, chcacy przechwycic pilke Hawkins, popelnil przewinienie. Sedziowie odgwizdali faul nim Litwin zlozyl sie do rzutu. Cesnauskisowi, zgodnie z przepisami, powinny przyslugiwac dwa rzuty osobiste. Inaczej jednak to zdarzenie zinterpretowali arbitrzy, uznajac, iz zawodnik gospodarzy wykonywal juz akcje rzutowa, przyznajac tym samym trzy rzuty wolne, co jak sie pozniej okazalo, przesadzilo o koncowym zwyciestwie Czarnych.

Wczorajsze spotkanie charakteryzowaly nagle zwroty wydarzen na parkiecie, co tylko przysluzylo sie swietnemu widowisku, jakiego bylismy swiadkami w hali Gryfii. Im wiecej takich stojacych na wysokim poziomie sportowym meczy bedziemy mogli obserwowac w PLK, tym wieksza szansa na podniesienie prestizu polskiego basketu. Czarnym to zwyciestwo pozwolilo odskoczyc od strefy spadkowej, natomiast sytuacja sopocian w tabeli nieco sie skomplikowala, majac na uwadze zwlaszcza trudne spotkania, jakie czekaja druzyne Trefla na poczatku przyszlego roku. Miejmy nadzieje, iz nadchodzacy 2010 rok dostarczy sympatykom obu druzyn wielu pozytywnych wrazen, doznanych przy okazji kolejnych spotkan rozgrywanych na krajowych parkietach. Bo wierni kibice stanowia nieodlaczny element koszykarskiego widowiska.

Energa Czarni Slupsk – Trefl Sopot 81:80 (23:19, 28:14, 15:21, 15:26)

Energa Czarni: Mantas Cesnauskis 20, Chris Daniels 19, Tyron Brazelton 11, Pawel Leonczyk 10, Marcin Sroka 7, Alex Harris 6, Wojciech Zurawski 4, Dawid Przybyszewski 4, Hubert Pabian 0.

Trefl: Saulius Kuzminskas 18, Lewrance Kinnard 16, Gintaras Kadziulis 12, Iwo Kitzinger 10, Marcin Stefanski 9, Cliff Hawkins 8, Lukasz Ratajczak 7, Pawel Kowalczuk 0, Pawel Malesa 0.

Milicic: „Czuje sie zwiazany z Sopotem”

Arkadiusz Swietlik: Igor, czego wam zabraklo w sobote by wygrac z mecz z Treflem?

Igor Milicic: Dobrze rozpoczelismy mecz, jednak pozniej troche nam zabraklo koncentracji. Trefl powoli zaczal budowac swoja przewage. A poniewaz w kazdym meczu zaczynamy znacznie lepiej grac gdy przegrywamy roznica okolo 20 punktow, to wzielismy sie za odrabianie strat. Jednak ostatnie kilka zagrywek nie ulozylo sie po naszej mysli i dlatego przegralismy ten mecz.
Czytaj całość