Sezon wędkarski otwarty

Sezon wędkarski odbędzie się zgodnie z planem – terminowo, bez żadnych opóźnień, spowodowanych play-offami. Niestety, trudno tu znaleźć powód do dumy. W koszykówce, w przeciwieństwie od PKP, opóźnienia są mile widziane – w zasadzie im później, tym lepiej. Tymczasem po ostatnim meczu sezonu w hali stulecia na twarzach kibiców można było wyczytać złość, rozczarowanie, frustrację. A może wzorem Pawlakowej, trzeba było pomyśleć: „był czas przywyknąć”? Scenariusz się bowiem powtarza: już drugi sezon z rzędu kibice robią powtórkę z matematyki, robią małe tabelki, kombinują „kto z kim ma wygrać, a kto przegrać”, a na koniec znów brakuje najważniejszego – żeby to Trefl dopełnił formalności. A jak tego zabrakło, włącza się myślenie: „gdzie został przegrany sezon”.

Tak, takie są realia. Nasuwa się jednak pytanie: czy to kibice mają tak myśleć? Czy może wręcz przeciwnie, może pora, by na górze wyciągnięto wnioski? Nie tak dawno przecież padały obietnice: „celem nie jest walka o play-offy, ale pewne w nich miejsce”. Pod tym względem kibic jest jak mityczna teściowa – nie zapomina. Niestety wygląda na to, że kto inny tą obietnicę zapomniał. I nie, tu nie chodzi, że ona nie została zrealizowana. To jest tylko sport. Bardziej tu chodzi jednak o to, żeby powiedzieć wprost, co nie zafunkcjonowało i jaki jest pomysł, żeby w maszynie o nazwie „Trefl” wreszcie zaczęły działać wszelkie trybiki. Tymczasem został tradycyjnie zorganizowany meczyk „żółci vs czarni”, wszyscy się pobawili, pograli w koszykówkę, po czym rozeszli się do domu. O niedawno zakończonym sezonie ponownie ani słowa. Zresztą już nawet na tym meczu nietrudno było zauważyć spadek ilości chętnych…
Trefl zanurza się coraz bardziej w przeciętność. Dryfuje na mieliźnie, bez żadnych widoków na szersze wody. Czy dzieje się to z akceptacją klubu, czy też nie – trudno powiedzieć, bo na razie nie słychać żadnych głosów ze strony Zarządu. Wygląda to w tej chwili na pewność, że niezależnie od dalszych losów klubu, kibice i tak będą przychodzili. Niektórzy na pewno, ale inni już nie. Klub Kibica już teraz ma dużo skromniejszą obsadę niż wcześniej, a świeżej krwi tam jakby brak. Niestety taki stan rzeczy to właśnie pochodna zarówno wyników, jak i prognostyków na przyszłość. A jak brakuje zarówno tego, jak i tego, ciężko o napływ kibiców.

Myślę, że mało kto oczekuje cudu, że znajdzie się nagle dobry wujek z dolarami na koncie. Sytuacja polityczna w Polsce jest jaka jest i nie zachęca ona do sponsoringu spółek Skarbu Państwa klubów zlokalizowanych w Trójmieście. O brak strategicznego sponsora w postaci prywatnej firmy też nie śmiem osądzać włodarzy Klubu, bo z całą pewnością każdy z nich (a wielu ich nie ma), by było inaczej. Jedno, co się jednak wielu fanom nie podoba, to brak jawności. Kibice nie mają już bowiem zamiaru zapomnieć o kolejnej porażce i z utęsknieniem oraz nadzieją, czekać na lepsze jutro, które może nigdy nie nadejść. Tym bardziej, iż skład, jakim dysponował Trefl w ubiegłym sezonie dawał podstawy by myśleć o grze w play-offach. Zabrakło dobrej formy Śmigielskiego, zdrowia Mielczarka. Pierwszą rzecz w tym sezonie ciężko było dostrzec w którymkolwiek momencie, druga na chwilę się pojawiła w połowie sezonu, po czym jeszcze szybciej znikła. Niezbędna jest rewolucja kadrowa i wyeliminowanie najsłabszych ogniw. Wymianie rzecz jasna będą podlegały z innych względów też te najmocniejsze ogniwa (Zack, Love, Trotter), ale właśnie w tym miejscu niezbędne jest ujawnienie pewnych faktów. I chyba tego wielu oczekuje.

Arek