Trefl jak Dr Jekyll i Mr Hyde?

„Z Turowem walka była bardzo dobra, to była męska walka. A w Słupsku jej nie było. Dr Jekyll i Mr Hyde, nie wiem, co mam powiedzieć” - takie słowa wypowiedziane przez Piotra Śmigielskiego można wyczytać w internecie. I wydaje się, że główny przedstawiciel sopockiego batalionu lotnictwa trafił w samo sedno. W Słupsku mieliśmy obraz grupy koszykarzy, która przyjechała tylko zagrać mecz, bez wykazania jakiejkolwiek walki i zaangażowania w grę – wyglądało to, jakby podopieczni trenera Marticia przegrali ten mecz w szatni, a może i już w autobusie… Czary goryczy, jakiej zaznali kibice, którzy wybrali się na to spotkanie, dopełnił tylko fakt, iż tylko niektórzy koszykarze mieli odwagę wyjść, by przeprosić kibiców. Jednak to spotkanie podziałało tylko motywująco na sopockich zawodników, gdyż kibice zgromadzeni w hali 1o0-lecia oglądali w meczu z Turowem już zupełnie inną drużynę. Walczącą, pełną wiary we własne możliwości, nawet w sytuacjach kryzysowych. Przykładem na to jest zachowanie w ostatniej akcji wspomnianego już Śmigielskiego, który tylko i wyłącznie dzięki skutecznej antycypacji przyszłych zdarzeń, znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie przy atakowanej tablicy, zapewniając rzutem na taśmę zwycięstwo żółto-czarnym.


Początek spotkania był wyrównany, jednak z czasem coraz bardziej do głosu zaczęli dochodzić goście, mający w swoich szeregach świetnie znającego halę 100-lecia, Michała Michalaka. W szeregach Trefla w tym momencie pierwsze skrzypce grał Nikola Markovic, skrzętnie szukający swoich przewag nad rywalami. Turów miał jednak więcej opcji w ataku i po rzucie Michalaka objął w 2 kwarcie spotkania nawet 13-punktowe prowadzenie. Odpuszczany na obwodzie Kirk Archibeque nieoczekiwanie notował dobrą skuteczność w rzutach z półdystansu, na szczęście jednak dla sopocian w porę obudził się Filip Dylewicz. To 7 punktów tego zawodnika sprawiło, iż Trefl część strat przed przerwą odrobił i na trzecią część spotkania wychodził z bagażem 6 oczek.

Po przerwie Trefl po punktach nieskutecznego w tym dniu Anthony’ego Irelanda błyskawicznie odrobił straty, lecz wkrótce po raz kolejny próbkę swoich możliwości pokazał Archibeque, wyprowadzając ponownie swoją drużynę na kilkupunktowe prowadzenie. Wtedy jednak przypomniał o sobie Jakub Karolak. Sopocki snajper, mimo nie najlepszego samopoczucia, zdołał odpalić swoje armaty i przy dopingu najwierniejszej widowni w krótkim okresie czasu aż trzykrotnie wymierzył pociski w kosz broniony przez tury. I gdy już zgromadzona publika przekonana była o 4-punktowym prowadzeniu Trefla przed ostatnią częścią spotkania, uciszył ją celnym buzzer-beaterem z ok. 10 metrów, Michał Michalak.

Ani na moment nie zdekoncentrowało to jednak sopocian, którzy zagęścili szyki obronne, uniemożliwiając czyste pozycje do oddania rzutu obwodowym zawodnikom Turowa. Skuteczny w defensywie był Markovic, a Marcin Stefański imał się wszelkich sposobów, by wytrącić z rytmu gry Archibeque’a. Skutecznie, gdyż niedługo po efektownym powstrzymaniu silnego jak tur środkowego rywali, nadmierne emocje aż emanowały z centra drużyny przeciwnej. Trefl błyskawicznie to wykorzystał i po punktach Karolaka prowadził już rożnicą 8 punktów. Końcówka spotkania nie została jednak najlepiej rozegrana przez gospodarzy. Oddawane rzuty z nieprzygotowanych pozycji przez sopocian i przestrzelony wsad Śmigielskiego umożliwiły gościom odzyskanie prowadzenia. Turowiacy otrzymanej szansy też jednak nie potrafili do końca wykorzystać. Po skutecznym wejściu pod kosz Markovicia i celnym trafieniom z rzutów wolnych Urosa Nikolicia, na tablicy wyników widniał rezultat remisowy. Ireland, jak na lidera przystało, wziął ciężar rozegrania akcji na swoje barki, ale nie był tego dnia w najlepszej dyspozycji. Przytomnością umysłu wykazał się jednak Śmigielski, który w odpowiednim momencie zaatakował tablicę, by po chwili utonąć w ramionach kolegów.

Trefl zrehabilitował się w oczach kibiców, którzy wybrali się w drogę do Słupska. Czy pójdą jednak za ciosem i nie sprawią swoim fanom kolejnej przykrej niespodzianki, dowiemy się już w dzisiejszy wieczór, kiedy to do Sopotu przyjeżdża drużyna z Kutna.

Arek