Przedświąteczny triumf sopocian

Po fatalnej serii porażek na początku sezonu, Trefl powoli zaczyna obierać właściwy kurs. Ten okręt wprawdzie w tym sezonie nie wypłynie już na szerokie wody, ale dryfowania przy brzegu też już nadszedł kres. Sopocianie w ubiegły weekend po mrożącym krew w żyłach spotkaniu pokonali ostatecznie Start Lublin 72-66, udowadniając, iż wygrana rywali w poprzedniej kolejce z mistrzem Polski była raczej dziełem przypadku i słabszego dnia zielonogórzan, aniżeli nagłym wzrostem formy lubelskiej drużyny.

Zarówno sopocianie, jak i lubelska drużyna to są dwie wiodące w lidze ekipy pod względem ilości strat i ta statystyka znalazła również potwierdzenie na parkiecie w ostatnią przedświąteczną sobotę. W mecz lepiej jednak weszli lublinianie, którzy za sprawą skutecznej gry Marcina Salamonika szybko objęli wysokie prowadzenie. Trefl miał w 1 kwarcie spore problemy z wstrzeleniem się do kosza bronionego przez gości, a pierwsze skrzypce w tej niechlubnej statystyce grał Josip Bilinovac. Gra gospodarzy nabrała tempa wraz z pojawieniem się na boisku Piotra Śmigielskiego, który niemal w pojedynkę zmniejszył przewagę gości do różnicy 1 punktu. Nadal jednak szwankowała gra defensywna w wykonaniu zawodników w żółto-czarnych strojach, w związku z czym seria trójek Nicka Kellogga i Salamonika ponownie wyprowadziła gości na bezpieczną przewagę punktową.

Po zmianie stron żółto-czarni wyszli na parkiet z większą determinacją. Dobra gra Atera Majoka w polu 3 sekund i wzmocniona defensywa sopocian spowodowały, iż w szeregi lublinian wkradła się nerwowość, która zapoczątkowała serię strat w wykonaniu gości. Gospodarze wyprowadzając szybkie kontrataki, w czym brylowali Śmigielski oraz Sikora – który wyjmując piłkę z kozła Kelloggowi, ośmieszył Amerykanina – skrzętnie wykorzystywali niefrasobliwość w rozgrywaniu akcji ofensywnych przez graczy Startu.

Gdy na początku 4 odsłony spotkania z dystansu wreszcie trafił Bilinovac, wydawało się, iż Startowi będzie już trudno nawiązać walkę z sopocianami. Niestety po chwili za 5 przewinień Chorwat został zmuszony opuścić boisko, a stare grzechy, czyli nieskuteczność dystansowa sopocian, znowu dały znać o sobie. Gdy o swojej skuteczności w rzutach 3-punktowych, przypomniał sobie Poole, wydawało się, iż znowu w hali 100-lecia dojdzie do zaciętej końcówki. Trefl jednak tym razem do thrillerów rodem z Hitchocka jednak nie dopuścił. W kluczowych momentach spotkania Tyreek Duren trzykrotnie idealnie wykreował pozycje swoim partnerom, z czego z całym dobrodziejstwem inwentarza skorzystał najpierw Śmigielski, kończąc kontratak po kolejnej stracie Startu, a po chwili Majok, oraz Kulka, trafiając niezwykle istotną „trójkę”. Gdy po chwili młodemu zawodnikowi sopockiej drużyny ani razu nie zadrżała ręka przy okazji wizyty na linii rzutów wolnych stało się już praktycznie jasne, że Start już się w tym meczu nie podniesie – tym bardziej, że po raz kolejny pokaz nieprawidłowego kozłowania piłki zademonstrował Kellogg, dwukrotnie tracąc piłkę w niewymuszonych przez nikogo sytuacjach. W ten oto sposób trzecie kolejne zwycięstwo Trefla stało się faktem.

Trefl wygrał, gdyż w kilku elementach był po prostu lepszy od gości. Zbyt duża ilość strat (19) w wykonaniu lublinian okazała się kluczowa, tym bardziej, iż sopocianie w tym akurat spotkaniu w nienaganny sposób przechodzili z obrony do ataku. Drugim kluczowym elementem okazała się być walka na tablicach. Trefl ją wygrał aż 45-33, popisując się przy tym aż 18(!) zbiórkami w ataku. I nawet biorąc pod uwagę fakt, iż sopocianie również nie grzeszyli skutecznością zamieniania wyszarpanych piłek pod koszem rywala na zdobycz punktową, wygrana Startu w tej sytuacji wydawała się być wręcz nieprawdopodobna. A jednak mimo takiej dysproporcji w dość istotnych elementach koszykarskiego rzemiosła -z przebiegu spotkania gosście nie byli od sukcesu aż tak daleko. Do poprawy jest więc skuteczność, pytanie tylko, czy w tej drużynie tkwią jeszcze wyraźniejsze rezerwy, które można z powodzeniem wdrożyć w grę ofensywą zespołu? Odpowiedż na to pytanie pokrótce poznamy w dwóch następnych spotkaniach Trefla z drużynami, majacymi znacznie większe od sopocian ambicje – Anwilem oraz Rosą Radom. Ewentualne jedno zwycięstwo w tych dwóch meczach, które odbędą się w okresie świąteczno-noworocznym, będzie niezwykle ważnym szczęśliwym akordem niefortunnego dla sopockiej koszykówki, 2015 roku.