Niemoc przełamana

Jeżeli w pierwszy dzień grudnia w okolicach Sopotu słyszalny był huk przypominający spadające głazy, to na szczęście nie było to żadne niewytłumaczalne naukowo zjawisko sejsmiczne – to jedynie odgłosy po tych kamieniach, które spadły z serc sopockich fanów po zwycięstwie nad AZS Koszalin. Zwycięstwie odniesionym po heroicznej walce i niejako wyszarpanym zawodnikom z Koszalina, którzy po świetnym wejściu w mecz z każdą minutą zaczęli lekceważyć pozostających do tej pory bez zwycięstwa, gospodarzy. Trefl przez większą część meczu nie potrafił tego wykorzystać, ale w najważniejszym momencie spotkania zanotował run 12-0, który przechylił szalę zwycięstwa na korzyść żółto-czarnych. Wygrana ta miała wagę znacznie cięższą od dwóch punktów do ligowej tabeli – miała bowiem wzmocnić sopockich koszykarzy mentalnie. Jak się później okazało – ten triumf miał niebagatelny wpływ na nastawienie zawodników przed meczem z Polfarmexem Kutno.

Już bowiem od pierwszych minut spotkania Trefl „zaoferował” gościom defensywę, z rozmontowaniem której goście mieli olbrzymie problemy. Indywidualne poczynania Josha Parkera, bez żadnej myśli przewodniej, nie mogły przynieść spodziewanego rezultatu. Trefl natomiast, wyraźnie podbudowany wygraną nad akademikami z Koszalina, skupiał się na grze up-tempo i po „trójce” Marcina Dutkiewicza z kontrataku prowadził już 13-6. Straty drużynie z Kutna, reprezentowanej przez licznie zgromadzonych w hali 100-lecia kibiców, próbował zmniejszać atletycznie zbudowany Michael Fraser, który rządził i dzielił w strefie podkoszowej, ale wsparcia ze strony partnerów nie miał praktycznie żadnego. Polscy zawodnicy Polfarmexu zostali wręcz „stłamszeni” przez sopocian, a Parker, świetnie kryty przez Durena i Bilinovaca, jedynie kontynuował swoje popisy z 1 kwarty. Po drugiej stronie parkietu natomiast udanymi wjazdami pod kosz imponował Josip Bilinovac, powiększając przewagę Trefla, która po 20 minucie spotkania osiągnęła różnicę 13 punktów.
Ciężko powiedzieć co w przerwie zaordynował swoim podopiecznym trener Krysiewicz, ale 15-minutowa chwila wytchnienia nie wpłynęła znacząco na obraz wydarzeń na parkiecie. Trefl nadal świetnie bronił zarówno na obwodzie, jak i w strefie podkoszowej, gdzie Ater Majok i Marcin Stefański uniemożliwiali niskim graczom z Kutna wykonywanie jakichkolwiek prób podkoszowych penetracji, a dystansowe rzuty nie znajdywały drogi do kosza. O obrazie bezradności kutnian świadczy doskonale fakt, iż mimo częstych w 3 kwarcie wizyt na linii rzutów wolnych, ich dystans do sopocian nie zmniejszył się ani o jotę.
Ostatnia odsłona spotkania była już jedynie dopełnieniem formalności. Trefl nadal swoją ofensywę skupiał na grze „1 vs 1″ i wejściach pod kosz Śmigielskiego, ale tym razem brakowało już wykończenia. Skomasowana defensywa jednak nie pozwalała gościom z Kutna na nawiązanie walki, których indywidualne popisy (raptem 3 asysty w meczu) nie miały prawa stanowić jakiegokolwiek zagrożenia. Polfarmex, poza Michaelem Fraserem, nie dysponował odpowiednio groźną siłą rażenia, która mogłaby sprawić, iż losy meczu ulegną diametralnej zmianie. Tym samym Trefl na skutek świetnej defensywy przez pełne 40 minut spotkania wygrał drugie spotkanie z rzędu, wysforowując się z dna ligowej tabeli.

Arek