Michał Michalak: Lubię postrzelać

Arkadiusz Świetlik: Michał, jak to się stało, że dostałeś koszykarskiego bakcyla?

Michał Michalak: Koszykówkę zacząłem trenować, jak miałem siedem lat w Pabianicach. Poszedłem na trening koszykówki bodaj w 1 klasie szkoły podstawowej i potem to już tak zostało, ponieważ od tamtego czasu zacząłem trenować i trenuję do dzisiaj. To nie była jakaś specjalna okazja, że mama wcześniej trenowała koszykówkę. Po prosstu poszedłem, spodobało mi się, trenuję do tej pory i czerpię z tego radość.

A. Ś.: Wcześniej miałeś okazję występować w Sopocie jako junior Prokomu Trefla. Co pamiętasz z tego okresu?

M. M.: Grałem w trzech turniejach w barwach Prokomu Trefla w ramach EYBL. Miałem wtedy czternaście albo piętnaście lat, byłem, można powiedzieć, zawodnikiem z zewnątrz. Grałem wtedy trzy turnieje, nie poszło nam zbyt dobrze, ale to było dla mnie ciekawe doświadczenie, bo to były pierwsze takie turnieje z dobrymi zespołami, tak więc trochę się ograliśmy. Grałem wtedy z Olkiem Lebiedzińskim w drużynie i to była moja pierwsza przygoda z Treflem, taka niezobowiązująca, można powiedzieć.

A. Ś.:  Michał, co znaczył dla Ciebie występ w meczu z cyklu Nike Hoop Summit?

M. M.: To było dla mnie duże wyróżnienie, że dostałem zaproszenie na ten mecz, na ten cały tydzień w Stanach. To była ciekawa okazja, żeby poznać Stany, zobaczyć, jak to wszystko wygląda od środka, pokazać się przed skautami, przed trenerami. Na pewno zapamiętam to jako ciekawe doświadczenie, możliwość poznania nowego świata, zyskania nowych umiejętności. Fajnie będę to wspominał i liczę, że to jakoś zaprocentuje w przyszłości.

A. Ś.: Polska szerzej Ciebie poznała po sukcesach w kadrze Jerzego Szambelana. Ale chyba teraz przed Tobą największe wyzwanie, jak sukcesy młodzieżowe przełożyć na karierę seniorską.

M. M.: To jest często bardzo ważny etap w karierze zawodnika, przejścia z kariery młodzieżowej na karierę seniorską. To jest praktycznie ten najważniejszy moment, kiedy gracz przestaje grać w młodzieżowych rozgrywkach i zaczyna grać na parkietach ekstraklasy. To wszystko powinno się płynnie odbyć, żeby gracz mógł się dobrze rozwijać. Ja mam jak na razie dobrą możliwość tego przejścia dzięki okresowi spędzonemu w Warszawie i możliwości gry w rozgrywkach seniorskich. Dostałem tam szansę, żeby przejść tą transformację. Myślę, że jestem dobrze przygotowany, żeby teraz grać na poziomie ekstraklasy i wyżej, także staram się dobrze rozwijać i wykorzystywać te minuty, jakie dostaję od trenera, a tym samym pracować nad swoimi koszykarskimi umiejętnościami, jeszcze bardziej je doskonalić.

A. Ś.: Wspomniałeś o Politechnice Warszawa, później był ŁKS Łódź. Wiadomo, te kluby miały bardzo duże problemy finansowe, ale akurat ty chyba zyskałeś na grze w nich.

M. M.: Tak, na pewno dla młodego zawodnika pieniądze nie są najważniejsze, bowiem najpierw musi patrzeć na swój rozwój indywidualny, żeby zyskać jak najwięcej umiejętności i dostać od trenera szansę gry na boisku. Pieniądze, jeśli mają przyjść, to przyjdą w późniejszym okresie. Akurat problemy finansowe były, ale to nie było dla mnie najważniejsze – najważniejszy dla mnie był rozwój.

A. Ś.: Jaka była Twoja pierwsza myśl po odejściu Przemka Zamojskiego z Sopotu?

M. M.: Szkoda, że straciliśmy podstawowego zawodnika, reprezentanta Polski, dobrego kolegę z drużyny. Także na pewno szkoda, drużyna na tym ucierpi, ale my musimy iść dalej, musimy wygrywać mecze. Taka już jest kolej losu, że zawodnicy przychodzą i odchodzą, a drużyna gra dalej.

A. Ś.: Czy to jest dobra drużyna pod względem mentalnym? Wiadomo, doniesienia o problemach finansowych, odejście Przemka. To na wielu drużynach mogłoby odcisnąć piętno.

M. M.: Trzeba oddzielić sprawy pozasportowe od tego, co jest na boisku, bo my musimy robić swoje – trenować, ciężko pracować i wygrywać mecze. A to, co się dzieje poza boiskiem, te problemy, to trzeba je zostawić na czas, kiedy można je rozwiązywać, czyli jak wychodzimy na parkiet, to o nich nie myślimy. Natomiast te problemy, które zostały wspomniane, są obecnie rozwiązywane. Każdy chce jak najlepiej, i klub, i zawodnicy, także na pewno uda się je wszystkie rozwiązać.

A. Ś.: Twój kolega jeszcze z kadry Szambelana, Mateusz Ponitka, odgrywa ważną rolę w Asseco. Nie czujesz, że nadchodzi również powoli Twój czas?

M. M.: Jeżeli trener będzie mi dawał wielkie możliwości gry, to na pewno będę starał się to wykorzystać i dawać jak najwięcej drużynie, zebyśmy na tym zyskali. Jestem jeszcze młodym zawodnikiem, także chcę grać jak najwięcej, chcę się pokazywać, także każdy zawodnik chce tutaj grać więcej i odgrywać ważną rolę, także pozostaje tylko sprostać temu zadaniu i pokazać, że warto na niego stawiać.

A. Ś.: Myślisz powoli o grze w reprezentacji Polski? Mówię o tej seniorskiej.

M. M. No to pytanie dopiero na lato, teraz mamy zimę, jeszcze ponad pół sezonu przed nami, wszystko się może zmienić, jeszcze wiele czasu gry przed nami, także trzeba się skupić na tych dotychczasowych rozgrywkach i na tym, żeby drużyna wypadała w nich jak najlepiej.

A. Ś.: Filip Dylewicz to, wiadomo, fan motoryzacji. Czego fanem jest Michał Michalak?

M. M.: Hmm, ciężkie pytanie (śmiech). Lubie postrzelać tak rekreacyjnie, ale szczerze mówiąc, to są tak błahe rzeczy. Interesuję się książkami, ale nie mam jakichś specjalnych upodobań. Ogólnie to w sumie to to strzelanie ostatnio mnie wciągnęło.

A. Ś.: Co znaczy dla Ciebie słowo: rodzina?

M. M.: Rodzina to najbliższe mi osoby. To dom, w którym się wychowałem, mama, tata, babcia, dziadek. To ludzie, z którymi spędziłem większość czasu w życiu, którym mogę zaufać i na których mogę zawsze polegać.

A. Ś.: Fanki się za Tobą oglądają?

M. M.: Hehe, to nie jest pytanie do mnie w sumie (śmiech). Koncentruję się na koszykówce, a tak jeśli chodzi o sprawy pozasportowe, to jestem jeszcze w wolnym stanie, także nikt mnie nie usidlił, skupiam się na koszykówce.

A. Ś.: Grałeś w wielu halach, jak oceniasz atmosferę na meczach w Ergo Arenie?

M. M.: Kibice na pewno są świetni. Wspierają nas nie tylko w Ergo Arenie, ale również na wyjazdowych meczach. Fajnie się gra w tej hali, ponieważ jest to bardzo duża hala, kibice zawsze nas wspierają. Słyszałem, że w tamtym sezonie na meczu z Asseco była nawet pełna hala, także musiała być świetna atmosfera. No w tym sezonie jeszcze taka frekwencja nie „dotrwała”, także wszystko jest w naszych rękach, żeby przyciągnąć naszą grą większą ilość kibiców na nasze spotkania. Na razie jest super, a może być jeszcze lepiej.