Adam Waczyński: Czuć dobrą atmosferę, jest świeżość umysłów

W meczach sparingowych reprezentacji Polski z przygotowującymi się do decydujących spotkań w Londynie Chińczykami szansę na zaprezentowanie się z dobrej strony miał jeden z ulubieńców sopockiej publiczności, Adam Waczyński. Po pierwszym, minimalnie przegranym meczu reprezentacji w katowickim Spodku, udało się zamienić nam parę słów. O kadrze, sezonie 2012/2013 w Sopocie i o tym, czy tak zapracowana głowa rodziny miała chociaż chwilę na świętowanie wicemistrzostwa z najbliższymi… Rozmawiała Aleksandra Golec.

Ostatnie osiem dni trenowaliście pod wodzą trenera Pipana, dla którego jest to drugie lato pracy z reprezentacją Polski. Wyszliście zmotywowani, zagraliście bardzo dobrą pierwszą połowę i chociaż kondycyjnie nie udało się wytrzymać tego spotkania do końca to ten mecz jest chyba dobrym prognostykiem na przyszłość?

Adam Waczyński: Zdecydowanie tak. To dopiero początek przygotowań, w drużynie są liderzy, których brakowało na zeszłorocznych Mistrzostwach Europy oraz młodzi zawodnicy, którzy mają regularnie wnosić energię do naszej gry. Czuć dobrą atmosferę, jest świeżość umysłów. Świeży powiew w naszej grze widoczny będzie z czasem, kiedy zaczniemy grać w komplecie. Wygrana była blisko, jesteśmy głodni gry i musimy budować mentalność zwycięzców, więc jutro podejdziemy do meczu z takim samym zaangażowaniem i spróbujemy pokonać zespół chiński.

Chińczycy to silny zespół, mają dobrego trenera, a mecze w Katowicach to ich ostatni przystanek przed Olimpiadą. Rozegrałeś dobre zawody, spędziłeś na parkiecie sporo minut, a co jako drużyna chcieliście zaprezentować w tym meczu?

Adam Waczyński: Reprezentacji Chin praktycznie nie znaliśmy, nie wiedzieliśmy za bardzo co grają, dlatego skupiliśmy się na tym, co my chcemy ćwiczyć. Przede wszystkim w obronie, bo to ona jest najważniejsza. Do przerwy utrzymywaliśmy dobry wynik, potem rzeczywiście trochę zabrakło sił, ale to dopiero ósmy dzień przygotowań, kondycja może być różna, ale takie problemy są jak najbardziej do wyeliminowania. Chińczycy jadą wkrótce na Igrzyska, są w pełni formy, my do tej pełni formy dopiero dochodzimy. Jesteśmy dobrej myśli i jutro będziemy starali się doprowadzić do rewanżu.

Adam Waczyński widoczny był w tym meczu w nowej roli. Większość czasu zmagałeś się pod koszem z Yi Jianlianem, uważanym przez wielu ekspertów za następcę Yao Minga, znanym kibicom z parkietów ligi NBA. W czasach juniorskich kreowałeś grę drużyny, obecnie w Treflu występujesz na pozycjach 2/3, a teraz trener Pipan wyznaczył Ci jeszcze inne zadanie. Jak czułeś się grając jako tzw. „czwórka”?

Adam Waczyński: Na treningach ćwiczyliśmy takie ustawienie. Maciek Lampe nie jest jeszcze w pełni sił, więc kiedy Michał Ignerski miał problem z faulami wchodziłem na parkiet jako silny skrzydłowy. Starałem się wykorzystywać swoje atuty, przede wszystkim szybkość. Mogliśmy oczywiście grać w ustawieniu Damian Kulig – Marcin Gortat, ale trener zdecydował się zaufać mi i jestem mu za to wdzięczny, bo pozwoliło to nabyć nowego doświadczenia.

Wróćmy na nasze sopockie podwórko. Trener Tabak zapytany przez jednego z dziennikarzy, co sądzi o zawodnikach, którzy są już zakontraktowani w klubie powiedział, że bardzo cieszy go obecność Adama Waczyńskiego, o którym słyszał, że jest to bardzo ambitny zawodnik. Miałeś już okazję porozmawiać z trenerem?

Adam Waczyński: To bardzo miłe usłyszeć takie słowa od nowego szkoleniowca. Nie poznałem jeszcze trenera osobiście, ale jestem bardzo ciekawy jego filozofii i oczekuję rozmowy na temat nowego sezonu oraz mojej roli w zespole.

Przed Treflem czas przełomowy, bo wracamy na europejskie parkiety. Nie wydaje Ci się, że tak wielka zmiana – nowy trener oraz wymiana większości składu może zaszkodzić w osiąganiu sukcesów na arenie międzynarodowej? Przez ostatnie trzy lata zespół budowany był przez jednego trenera, który miał swoją koncepcję gry. Teraz sympatycy sopockiej koszykówki stoją przed wielką niewiadomą. Wydaje się, że powinna zostać zachowana jakaś ciągłość, a tu całkowicie nowy trener i pierwsze kontrakty, podczas gdy inne zespoły mają już uformowane składy.

Adam Waczyński: To że władze klubu zdecydowały, iż nie chcą kontynuować współpracy z trenerem Muiznieksem oznacza, że mają w tym roku inną wizję. Zgadzam się, ta ciągłość powinna być, ale trzon zespołu zostaje przecież ten sam. Będzie Filip, będę ja, teraz dołączy do nas Przemek. Dwójka typowych role playerów znanych z parkietów ekstraklasy – Mateusz Jarmakowicz i Piotr Dąbrowski wraz z młodym talentem Michałem Michalakiem to transfery dokonane zgodzie z polityką Trefla, który stawia na polskich koszykarzy. Wydaje mi się, że będzie to bardzo ciekawy zespół, więc ja, tak jak i kibice, z niecierpliwością czekam na zawodników zagranicznych.

Profesjonalny koszykarz powołany do reprezentacji nie ma chyba za dużo czasu wolnego w okresie wakacyjnym. Czy Adam Waczyński miał choć chwilę na regenerację sił i czas dla rodziny?

Adam Waczyński: Miałem dwa i pół tygodnia między sezonem a rozpoczęciem przygotowań z reprezentacją. Tydzień spędziłem z rodziną w Grecji, potem rozpocząłem indywidualne treningi i obecnie jestem w pełni sił. Kadra nie jest okresem łatwym i przyjemnym, ale fizycznie czuję się bardzo dobrze.

Twój tata obecny jest chyba na wszystkich meczach. Zarówno w ciągu sezonu, na Ergo Arenie i na wyjazdach, jak i teraz tu, w Katowicach. Mentor?

Adam Waczyński: Tata jest przede wszystkim ogromnym kibicem, a jego doping z trybun zawsze jest dodatkową motywacją i wielkim wsparciem.