Trefl niczym Kliczko

Długo potrwało, zanim Trefl w sobotni wieczór wszedł na najwyższe obroty. Kotwica, w której prym wiedli Jessie Sapp i Darrell Harris okazała się być wymagającym przeciwnikiem dla faworyzowanych, sopocian, ale w końcu musiała uznać wyższość gospodarzy. Można więc ująć, iż Trefl niczym rasowy bokser – pierwszy etap pojedynku poświęcił na rozpoznanie mocnych i słabych stron przeciwnika, by w następnych fragmentach przejąć inicjatywę i w końcu znokautować ambitnego rywala. Bo na „ciosy”, jakie zadawali podmęczonemu przeciwnikowi Łukasz Koszarek i Adam Waczyński, Kotwica nie znalazła już skutecznej odpowiedzi.

Pierwsza kwarta spotkania przypomniała zgromadzonym na hali kibicom, środowy pojedynek z Polpharmą. Obie drużyny specjalnie się nie angażowały w defensywie, przedkładając nad nią akcje ofensywne. Ładne dwójkowe akcje Sappa z Harrisem wzbudzały uzasadnione zdziwienie na oczach sopockich kibiców, a pojedynek tego drugiego z Johnem Turkiem był ozdobą całego spotkania. Dopóki Harrisowi starczało sił – przewyższał pod względem szybkościowym doświadczonego centra sopocian. Ale tych sił na niemal pełne 40 minut mu, zgodnie z oczekiwaniami, nie starczyło. W sopockich szeregach, prym, jak zwykle zresztą, wiódł Łukasz Koszarek, którego pozyskanie było niewątpliwie hitem transferowym ubiegłego lata. Takiego rozgrywającego Trefl nie miał od dawna.

W drugiej kwarcie meczu wszyscy spodziewali się opanowania sytuacji na parkiecie przez Trefl, ale nic takiego nie nastąpiło. Wprawdzie Chris Burgess, Marcin Stefański oraz John Turek bez problemów wchodzili w strefę podkoszową „Czarodziejów z Wydm”, ale pod własnym koszem sopocianie nie spisywali się tak dobrze jak pod tym atakowanym. Wśród kołobrzeżan imponowali nie tylko obaj liderzy – Sapp i Harris, ale również Djurić, który zaczął razić sopocian skutecznymi rzutami z dystansu. Z dobrej strony pokazał się również niekonwencjonalnie grający niski wzrostem Oded Brandwein, który wykorzystując swoją szybkość, umiejętnie wymuszał przewinienia sopockich graczy. Nic więc dziwnego, iż po 2 kwartach spotkania wynik wciąż był korzystny dla kołobrzeżan, a zniecierpliwieni kibice oczekiwali odwrócenia losów spotkania. - W pierwszej połowie wyraźnie szwankowała obrona. Wynika to głównie z tego, że mamy braki szczególnie pod koszem. Wykorzystała to Kotwica, która ma swoich szeregach bardzo dobrych zawodników na każdej pozycji – wyjaśniał przebieg 1 połowy spotkania szkoleniowiec Trefla.

Druga połowa spotkania miała już diametralnie inny przebieg. Podwajany Sapp nie miał już tyle swobody na boisku, natomiast Harris miał coraz więcej problemów z zatrzymaniem Turka, który imponował szerokim wachlarzem zagrań ofensywnych. Wzmocniona defensywa stymulowała również szybki atak, napędzany przez Koszarka i specjalisty od kontrataków – Łukasza Wiśniewskiego. Kotwica robiła co mogła, w 4 kwarcie stratę zmniejszyła nawet do 3 punktów – ale potem prym wydarzeniom na parkiecie wiodła tylko jedna drużyna i nie przeszkodził w tym nawet fakt, iż już w 2 minucie ostatniej części gry Trefl miał już na koncie 5 przewinień, przy żadnym Kotwicy! Zmęczeni goście, mający coraz więcej problemów z twardą defensywa sopockich graczy, szybko zwątpili w odniesienie sukcesu. Łukasz Koszarek imponował celnymi rzutami za 3 punkty, Łukasz Wiśniewski ładnym rozgrywaniem akcji, Chris Burgess rządził pod tablicami, a Adam Waczyński prezentował to, co potrafi najlepiej – odważne wejścia pod kosz, kończone 2 punktami. Te ciosy już ostatecznie dobiły zawodników Kotwicy, którzy w ostatnich minutach spotkania oczekiwali już tylko końcowej syreny. Nie zmienia to jednak faktu, iż kołobrzeżanie zaprezentowali się z dobrej strony, a sopocianie – jeśli chcieli wygrać ten mecz jak najmniejszym nakładem sił – to im to założenie się nie powiodło, bo powieść się nie mogło. Już w tą środę sopocian czeka wyjazd do Poznania, gdzie tylko pierwsza piątka miejscowych zawodników wygląda interesująco. Inne rozwiązanie niż przekonujące zwycięstwo Trefla byłoby sporą niespodzianką.

Arek