Ciezko jak przed laty

Przez lata sopocka hala byla prawdziwa jaskinia lwa. Zadnej polskiej druzynie nie gralo sie tam latwo, nawet „zielone koniczynki” z Aten potrzebowaly blysku geniuszu Diamantidisa, by odniesc zwyciestwo. Tylko, ze wczesniej w roli gospodarza wystepowala najlepsza polska druzyna ostatniej dekady. Dzisiaj sopockiego Trefla trudno zaliczyc do najwiekszych krezusow PLK, a pomimo tego hala przy ul. Goyki swoj status twierdzy zachowuje. W tym sezonie z Sopotu na tarczy wyjechaly juz druzyny ze Slupska, Zgorzelca, Stalowej Woli i Jaroslawia. We wczorajszy wieczor podobny los spotkal druzyne AZS-u Koszalin. Akademicy zagrali ambitnie, nie zlozyli broni nawet, gdy przegrywali juz roznica 19 pkt, ale w ostatecznym rozrachunku i oni musieli uznac wyzszosc rewelacyjnie spisujacych sie sopocian.

Poczatek pierwszej kwarty stal pod znakiem dobrej gry oslabionego choroba Marcina Stefanskiego, ktory nie mial problemow z mijaniem kryjacego go Diduszki. Goscie natomiast od pierwszego gwizdka mieli problem ze sforsowaniem twardej sopockiej defensywy, a pilka po ich niecelnych rzutach czesto trafiala w rece Sauliusa Kuzminskasa, a ten calkowicie zdominowal walke na tablicach. Wprawdzie po celnym trafieniu z dystansu Ticy, koszalinianie na moment objeli prowadzenie, ale pozniej ton wydarzeniom nadawala juz tylko druzyna sopocka. Swietna zmiane dal Gintaras Kadziulis, szybko zdobywajac 4 punkty. Gdy po ladnym odegraniu od Kinnarda, latwe punkty zdobyl Iwo Kitzinger, sopocianie prowadzili juz roznica 7 punktow. Co prawda pod koniec kwarty ladnym rzutem z poldystansu popisal sie Swanson, ale w niczym nie zmienilo to obrazu gry.

W drugiej czesci przebieg wydarzen nie ulegl zmianie. Goscie nadal grali slabo, a poza Vladimirem Tica zaden z koszalinskich zawodnikow nie mogl sobie poradzic z twardo grajacymi sopocianami. Calkowicie zagubiony byl Michael Kuebler, ktorego zupelnie wylaczyl z gry Kadziulis. Sopocianie rowniez nie imponowali w ataku, ale wskutek swietnej defensywy i wyjatkowej nieporadnosci koszalinian, pewnie prowadzili 39:29.

Przez pierwsze piec minut trzeciej odslony zgromadzona publicznosc byla swiadkiem gry, ktora stala na wyjatkowo niskim poziomie. Dosc powiedziec, iz w tym czasie sopocianie zdobyli zaledwie szesc punktow, natomiast gracze AZS-u zadnego! Sopocianie, wiec z kazda minuta potwierdzali, iz ich najwiekszym atutem jest swietnie zorganizowana defensywa. Pozwolila ona zawodnikom Trefla konsekwentnie budowac przewage, ktora po efektownej akcji Hawkinsa na koniec trzeciej kwarty siegnela nawet 17 punktow.

Gdy na poczatku czwartej kwarty celnym rzutem za trzy popisal sie dobrze grajacy Iwo Kitzinger, wydawalo sie, ze losy spotkania zostaly rozstrzygniete. Niestety, zastosowana przez trenera Muiznieksa ograniczona rotacja znalazla swoje konsekwencje. Sopocianie wyraznie opadli z sil, mnozyly sie straty i niecelne rzuty. W tym fragmencie Akademicy uwierzyli, iz nie wszystko jeszcze stracone. Ciezar gry na siebie z powodzeniem wzieli Dante Swanson i George Reese, co spowodowalo, iz przewaga Trefla malala w oczach. Kiedy po dwoch celnych rzutach osobistych w wykonaniu tego drugiego, AZS zblizyl sie na jeden punkt, spora grupka kibicow z Koszalina ponownie uwierzyla w koncowy sukces swoich ulubiencow. W tym momencie bardzo wazna trojke trafil Kinnard, dzieki czemu sopocianie ponownie odskoczyli na cztery punkty. Nie na dlugo jednak, poniewaz po stracie Hawkinsa, w nieprzemyslany sposob faulowal Kinnard, co sedziowie slusznie zakwalifikowali jako przewinienie niesportowe. Reese wytrzymal presje i zamienil rzuty osobiste na 2 punkty, po ktorych to na 1,33 minuty przed koncem trener Muiznieks poprosil o czas. Przynioslo to efekt, bowiem dwie kolejne akcje przyjezdnych nie przyniosly zdobyczy punktowej. Po drugiej stronie rzut z poldystansu Kuzminskasa okazal sie niecelny, ale kluczowa zbiorke ofensywna zanotowal Kinnard, ktorego goscie szybko faulowali. Amerykanin trafil tylko jeden rzut wolny, ale goscie z niewiadomych przyczyn zamiast rzucac z dystansu, woleli podac pilke pod kosz do Lukasza Diduszki. Ten sie co prawda nie pomylil, ale AZS nadal tracil jeden punkt do sopocian, ktorych juz sekundy dzielily od osmej wygranej w sezonie. Pilka z autu trafila do Kinnarda, ktorego goscie zmuszeni byli natychmiastowo faulowac. Ten tylko dopelnil formalnosci i tym samym przypieczetowal kolejne juz zwyciestwo Trefla w tegorocznych rozgrywkach.

Wczorajsze spotkanie, jak sie mozna bylo tego spodziewac, bogate bylo w emocje i nagle zwroty wydarzen. Koloryt wczorajszemu widowisku zapewnili rowniez kibice obydwu druzyn, ktorzy przez cale spotkanie aktywnie wspierali dopingiem swoje druzyny.

Ktos musial przegrac

Sobotnie spotkanie nie stalo wprawdzie na wysokim poziomie, za to dostarczylo zgromadzonym kibicom wielu emocji. Zmierzyly sie bowiem ze soba dwie druzyny, ktore w tym sezonie maja ambicje odegrac czolowe role w rozgrywkach PLK. Ostatecznie po dramatycznej koncowce lepsi okazali sie gospodarze, tym samym przerywajac passe pieciu kolejnych zwyciestw ekipy Znicza.

Juz od pierwszego gwizdka sedziego widac bylo, iz obaj trenerzy wlasciwie rozpracowali styl gry przeciwnika. Saulius Kuzminskas byl wiodaca postacia w zespole Trefla, ale trener Szczubial nakazujac maksymalne zageszczanie strefy podkoszowej, nie pozwolil mu na rozwiniecie skrzydel. W efekcie przewaga Trefla pod koszem nie byla tak wyrazna, jak sie mozna bylo tego spodziewac. O losach spotkania decydowali tym razem gracze obwodowi. Po stronie Znicza prym wiedli amerykanie, Keddrick Mays oraz Jeremy Chappel. Pierwszy z nich byl swietnie dysponowany w rzutach z dystansu, natomiast Chappel imponowal ladnymi penetracjami podkoszowymi. To wlasnie oni decydowali o obliczu gry Znicza.

Sopoccy koszykarze nie zamierzali jednak im ulatwiac zadania. Widoczne to bylo zwlaszcza w drugiej polowie spotkania, kiedy to agresywna obrona gospodarzy niemal na calym parkiecie, wymusila kilka strat przyjezdnych. Swietne zawody rozgrywal Cliff Hawkins, ktory imponowal nie tylko swietna gra w defensywie, ale wnosil rowniez wiele dobrego w ofensywna gre swojego zespolu. Swietna koncowke trzeciej kwarty mial rowniez Kadziulis, dzieki ktoremu sopocianie wychodzili na ostatnia czesc meczu z piecioma punktami zapasu.

Kiedy w czwartej kwarcie dobry fragment gry mial Iwo Kitiznger, wydawalo sie, ze nic nie jest w stanie odebrac sopocianom zwyciestwa. Nie ustrzegli sie jednak oni paru bledow, co spowodowalo, ze jaroslawscy koszykarze napedzani przez Chappela i Maysa zdolali jeszcze wrocic do gry, a po kolejnej trojce tego drugiego na tablicy wynikow widnial juz remis 64:64. Doszlo wiec do nerwowej koncowki, w ktorej to wiecej zimnej krwi zachowali sopocianie. Na 30 sekund przed koncem, pilke w rekach mieli koszykarze Znicza, jednak popelnili jakze brzemienny w skutkach blad 24 sekund, co skrzetnie wykorzystali gospodarze. Gintaras Kadziulis w odpowiednim momencie dostrzegl wychodzacego na czysta pozycje Cliffa Hawkinsa, a ten celnym trafieniem z poldystansu na poltorej sekundy przed koncowa syrena przesadzil o ostatecznym triumfie sopockich koszykarzy. Rzut rozpaczy w wykonaniu Maysa przez rece wysokiego Kuzminskasa nie doszedl celu.
Ostatnie dwa spotkania sopockich koszykarzy byly wiec niezwykle wyrownane, ale z kazdego z nich zdolali oni wyjsc obronna reka. Oby ta tradycja zostala podtrzymana rowniez w Poznaniu i Inowroclawiu, gdzie zawodnicy Trefla rozegraja kolejne ligowe mecze.

Trefl Sopot – Znicz Jaroslaw 66:64 (18:16, 10:13, 24:18, 14:17)

Punkty zdobywali:
TREFL SOPOT: Chawkins 15, Kadziulis 9, Kuzminskas 12, Kinnard 8, Ratajczak 4, Kitzinger 18
ZNICZ JAROSLAW: Mays 19, Zablocki 6, Witos 6, Chappel 20, Mikolajko 1, Misiewicz 6, Wyka 6.