Niespodziewana zmiana miejsc

Tego sie nikt nie spodziewal. Slusznie uwazani za faworyta tego spotkania, zgorzelczanie zbyt luzno podeszli do meczu z Treflem Sopot i poniesli porazke. Dodajmy do tego, w pelni zasluzona, bowiem sopocianie od pierwszego gwizdka spotkania byli niezwykle zmobilizowani i pelni wiary w koncowy sukces, mimo widocznego oslabienia brakiem kontuzjowanego Marcina Stefanskiego. Bohaterem meczu okazal sie, byly zawodnik Turowa, Iwo Kitzinger, ktory niewiele sobie robil z defensywy gosci, konczac spotkanie z dorobkiem 26 punktow, 3 asyst i 5 przechwytow.

Juz pierwsze minuty meczu wskazywaly na to, iz vice-mistrzom Polski nie bedzie tego dnia latwo o koncowy sukces. Wprawdzie dobrze pod koszami radzil sobie Michael Wright, ktory wykorzystujac swoja szybkosc i atletycznosc mijal srodkowego sopocian, Sauliusa Kuzminskasa, ale gospodarze nie zamierzali byc dluzni. Swietnie gral wspomniany Kitzinger, ktory juz w pierwszej kwarcie rzucil 8 punktow, a poniewaz swoje dorzucil Kuzminskas, gospodarze pierwsza czesc meczu skonczyli z 3-punktowym prowadzeniem. Gospodarze, grajac na maksymalnej mobilizacji, szczelnie kryli strefe podkoszowa, czego efektem byla slabsza niz oczekiwano, postawa Roberta Witki.

Druga kwarta to okres lepszej gry koszykarzy Turowa. Do swietnej postawy pod oboma koszami Michaela Wrighta, dolaczyl skutecznymi penetracjami, Justin Gray, i to wlasnie wspomniana dwojka szybko wyprowadzila podopiecznych trenera Obradovicia na szesciopunktowe prowadzenie. Gospodarze jednak nie zamierzali odpuscic. Sygnal do walki sprytnym zagraniem dal znow Kitzinger, po ktorym wlaczyli sie w zdobycz punktowa rowniez Kinnard, Kadziulis i Kuzminskas. Ostatecznie Trefl po pierwszej polowie minimalnie przegrywal z finalistom ubieglorocznych rozgrywek PLK 36:39. W tej czesci meczu slabo z dystansu rzucali Kinnard i Malesa, co mialo wplyw na wynik spotkania.

Amerykanin w pierwszej polowie nie imponowal, za to w drugiej czesci zdecydowanie sie wyroznil. Swietna obrona przeciwko legendzie polskiej koszykowki, Adamowi Wojcikowi oraz liczne zbiorki na wlasnej tablicy, spowodowaly, iz trener Turowa Sasa Obradovic z minuty na minute zaczal coraz bardziej nerwowo spogladac na tablice wynikow. Trefl, niesiony dopingiem wlasnej publicznosci zdolal odzyskac prowadzenie, ktore jak sie pozniej okazalo utrzymal do koncowej syreny spotkania. Niebagatelny wplyw w ten fakt mial oczywiscie Iwo Kitiznger, z ktorym zupelnie nie mogl sobie poradzic kryjacy go Gray. Natomiast po drugiej stronie kosza Kinnard, Kowalczuk i Kuzminskas calkowicie wylaczyli z gry Adama Wojcika i mocno ograniczyli poczynania Michaela Wrighta. Efektem tego bylo trzypunktowe prowadzenie sopocian po trzech kwartach, ktore mogloby byc jeszcze wyzsze, gdyby nie nieoczekiwana slabosc Kitzingera na linii rzutow wolnych. Nie zmacilo to jednak radosci sopockich kibicow, ktorzy z wiara, oczekiwali ostatniej czesci tego spotkania.

A ta praktycznie od samego poczatku przebiegala pod dyktando Trefla. Trener Muiznieks, pomimo ograniczonego pola manewru tak rotowal skladem, zeby zawodnicy nie stracili sil w decydujacych fragmentach meczu. Ta taktyka zamysl sie powiodla, bowiem Ratajczak dal dobra zmiane Kuzminskasowi i wespol z Kowalczukiem i Kinnardem, decydowal o obliczu sopockiej defensywy. Jesli dodamy do tego niezla postawe Cliffa Hawkinsa, ktory znalazl wlasciwy sposob na takiego rozgrywajacego, jak Willie Deane, nie dziwi fakt, iz vice-mistrzowie Polski z czasem zaczeli byc coraz bardziej bezradni. Trener Obradovic, widzac co sie dzieje pod koszem, probowal rozlozyc ciezar gry na rzuty z dystansu, a w obronie zastosowac pressing. Wszystkie te plany jednak okazaly sie nieskuteczne. Rzuty z dystansu gosci byly nieskuteczne a pilka padala lupem zawodnikow Trefla po defensywnych zbiorkach. Trener Muiznieks, odciazajac rozgrywajacych od wyprowadzania pilki z wlasnej polowy, sforsowal broniaca na calym boisku defensywe Turowa. Czare goryczy przyjezdnych przelaly skuteczne trafienia z dystansu Kitzingera i Kadziulisa, dzieki ktorym sopocianie kontrolowali przebieg spotkania do ostatniego gwizdka sedziego.

Tym meczem gospodarze pokazali wszystkim, iz nie tylko bedzie trudno z nimi wygrac we wlasnej hali, ale rowniez przy odrobinie szczescia beda chcieli liczyc sie w koncowym rozrachunku.

Powiedzieli po meczu:

Sasa Obradovic, trener Turowa Zgorzelec: Chcialbym pogratulowac naszemu dzisiejszemu przeciwnikowi, bowiem wyglada na to, iz Trefl bardziej chcial w tym meczu wygrac, a my z kolei nie bylismy na to przygotowani. Na pewno na nasza gre wplynela meczaca podroz, ale nie mozna tym tlumaczyc naszej porazki. Zabraklo po prostu lepszego przygotowania i skupienia. Trzeba zwrocic uwage na ilosc glupich strat, ktore popelnilismy. Kompletnie stracilismy w czwartej kwarcie kontrole nad gra i pozwolilismy Treflowi w latwy sposob wygrac ten mecz. Oczywiscie mamy jeszcze duzo czasu przed soba, musimy wrocic do siebie i grac coraz lepiej.

Karlis Muiznieks, trener Trefla Sopot: Przede wszystkim musze podziekowac moim graczom, ze gralismy twardo przez cale czterdziesci minut zarowno w ataku jak i w obronie. Oczywiscie popelnialismy bledy, bo Turow to bardzo dobry zespol, z bardzo dobrym trenerem. Mielismy problem z wysokimi graczami Turowa, ale zagralismy swietna czwarta kwarte, a Iwo Kitzinger zagral dzisiaj wyjatkowo dobrze.

Justin Grey, zawodnik Turowa Zgorzelec: Powinnismy przemyslec ten mecz, wyciagnac wnioski, zostawic go za soba i po prostu grac jak najlepiej. Jesli chodzi o przeciwnikow, to grali twardo, zdobywali punkty, wtedy, kiedy mysmy walczyli.

Iwo Kitzinger, zawodnik Trefla Sopot: Zagralismy odwrotnie niz przeciwko Anwilowi, zachowalismy zimna krew w koncowce i rozegralismy ja bardzo dobrze. Duzy szacunek dla naszych wysokich kolegow, na pozycjach cztery i piec. bo pomimo tego, ze mamy duzo nizszy sklad, przegralismy tylko nieznacznie zbiorke. W najwazniejszych momentach dobrze zastawialismy i zbieralismy pilki. Poza tym, tak jak mowilem, zimna krew zadecydowalo o zwyciestwie, popelnilismy osiem strat przy dziewietnastu stratach przeciwnika.