Big shot Karolaka i koszmar z ulicy Goyki czyli fani Trefla na rollercoasterze

Mecze derbowe zawsze wywołują wiele emocji, zarówno na parkiecie jak i poza nim. Buzzer-beatery przesądzające o wygranej którejkolwiek z drużyn w wykonaniu Harringtona, Blassingame’a czy kluczowe rzuty wolne Malletta oraz Sebastiana Kowalczyka są doskonale w Trójmieście pamiętane. Nikt się więc nie spodziewał, iż tym razem podobnych emocji zabraknie, ale mało kto również przypuszczał, iż w poniedziałkowy wieczór nastroje kibiców obu ekip będą się zmieniały jak w kalejdoskopie. Jednak tym razem w przeciwieństwie do wydarzeń z historii, rywalizacji nas trybunach w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu zabrakło. W hali Gdynia słyszani byli, oprócz spikera, tylko kibice Trefla. Fani Asseco ograniczyli się tylko i wyłącznie do oglądania spektaklu niczym w operze lub teatrze, a nieliczny miejscowy klub kibica nie był w stanie poderwać miejscowych kibiców do dopingu. Cóż, brak sukcesów odbił się na gdyńskiej frekwencji jeszcze bardziej niż w Sopocie. Jak to by śpiewała Sława Przybylska: „Gdzie są chłopcy z tamtych lat? Czas zatarł ślad..”

Czytaj całość

Wyjazd do Włocławka!!!

NIESTETY WYJAZD DO WOCŁAWKA

ODWOŁANY !!! Z POWODU MALEJ LICZBY CHĘTNYCH!

Wszyscy chętni, na dopingowanie Trefla Sopot podczas wyjazdowego meczu z Anwil Włocławek, który odbędzie się 30.12.2017r. o godzinie 18:00, razem z Klubem Kibica proszeni są o wysłanie swoich danych na adres kktrefl@op.pl. Tytuł wiadomości Wocławek, w treści wiadomości wpisujemy imiona i nazwiska chętnych oraz  PESEL. Zapisy trwają do Soboty 23.12.2017r  do godziny 20:00. Koszulki Czarne Orientacyjny koszt 50-60 zl + Bilet.Wyjazd z pod Hali 100-lecia 13-14. Hej Trefl.

1.Krzysztof A.

2.Zuzanna A.

3.Wojtek A.

4.Jacek B.

5.Paweł K.

6.Marek K.

Serce Sopotu zabiło w Kiejdanach

Niestety, Ci, którzy liczyli, że przerzucę się na powieść romantyczną, muszą się rozczarować. Jestem dość stały w uczuciach i postanawiam wciąż pisać o koszykówce. Podobnie zresztą myśleli działacze Trefla, którzy szukali koszykarza pasującego do „układanki” trenera Klozińskiego. I trzeba przyznać, lepiej znaleźć nie mogli. Nie wiadomo wprawdzie jak pod względem sportowym, ale pod względem marketingowym, nowy koszykarz Trefla pasuje jak ulał. No bo jeśli hasło Trefla brzmi „Serce Sopotu”, to kogóż innego brać, jak nie zawodnika z nazwiskiem Love? Jermaine Love-Roberts, bo o nim mowa, będzie nowym rozgrywającym żółto-czarnych, który postara się wejść w buty Brandona Browna. Love, który do tej pory bronił zamka Radziwiłłów (polecam powieść „Potop”, skąd inąd świetną) ze średnimi zdobyczami pokroju 11,0 pkt, 3,9 zb,, 3,5 as, 3,0 str, 1,5 prz., postanowił tym razem odwzajemnić uczucie Trefla i zgodził się na tygodniowy okres próbny, zwieńczony najprawdopodobniej derbowym spotkaniem z Asseco Gdynia. Najpewniej po tym spotkaniu zapadnie decyzja, czy kamień z napisem Love na dłużej zostanie w Sopocie.

Arek

				

Bezzębne Czarne Pantery

Słupska hala Gryfia nie przez przypadek nazywana jest jaskinią lwa… albo trzymając się bardziej przydomku słupskiej drużyny – kryjówką czarnych panter. W środowy wieczór słynące zazwyczaj z potężnych kłów pantery bardziej przypominały jednak grzeczne kotki leżące w swojej kuwecie, aniżeli ich znacznie agresywniejsze osobniki z rodziny kotowatych. Tak bezradnych w swojej hali Czarnych, dających sobie narzucić styl gry przeciwnika, sopoccy kibice, mimo częstych wizyt w hali Gryfii, jeszcze nie widzieli.

Czytaj całość

Nieudany jubileusz Dylewicza

Nie o takim 600-tnym meczu w PLK Filip Dylewicz marzył. Popularny „Dylu” po dwóch świetnych spotkaniach wyraźnie nie mógł znaleźć swojego miejsca na parkiecie. Dużą rolę w tym odegrał Stefan Balmazovic, który najwidoczniej oglądał na video wcześniejsze popisy „Dyla”, gdyż niemal całkowicie wyłączył go z gry. „Dylu” nie trafiał, ale jego koledzy również myśleli bardziej o jubileuszu swojego kolegi, aniżeli o meczu, gdyż mimo nieobecności Brandona Browna, pozwalali zgorzelczanom na zbyt wiele. Warunkami fizycznymi i oryginalną fryzurą straszył Bradley Waldow, a „on fire” był trafiający niemal z każdej pozycji Jeff Ayers. I o ile przez 1,5 kwarty niedostatki defensywne sopocianie nadrabiali atakiem, o tyle w miarę upływu czasu coraz bardziej brak Browna i – co za tym idzie – pomysłu na grę coraz bardziej doskwierał sopocianom. Na tyle niestety wystarczająco, żeby ponieść kolejną porażkę, która – odniosąc do matematyki – nie była z kategorii tych „wliczonych”.

Czytaj całość